www.remuszko.pl De mortuis


De mortuis

[05.11.15] O istnieniu Czesława Kiszczaka szersza opinia publiczna dowiedziała się latem 1981 roku, gdy w wieku 56 lat został on szefem MSW.

Dziewięćdziesięcioletni generał broni Czesław Kiszczak, który właśnie umarł, był Polakiem wybitnym, podobnie jak margrabia Aleksander Wielopolski obwiniany za brankę przed powstaniem styczniowym, czy marszałek Józef Piłsudski, który nie tylko uratował kraj przed bolszewicką agresją, lecz i dokonał krwawego zamachu stanu.

Jeśli za kryterium patriotycznej wielkości człowieka i obywatela uznać ocalone ludzkie życie, generał Kiszczak był Polakiem wybitnym dlatego, że – wespół z paroma innymi generałami – zapobiegł śmierci tysięcy Rodaków, którzy w roku 1982 zginęliby w strasznej wojnie domowej lub/i w zbrojnej walce z interwencyjnymi armiami Układu Warszawskiego.

Jeśli zaś za kryterium patriotycznej wielkości człowieka i obywatela posiadającego realną dyktatorską władzę uznać pokojowe przekazanie tej władzy narodowi – generał Kiszczak był Polakiem wybitnym jako pomysłodawca, architekt i konsekwentny realizator historycznego Okrągłego Stołu.

Najlepszym testem politycznej wybitności są sytuacje dramatycznie trudne, gdy rozstrzygają się losy milionów ludzi i nie można wybierać między oczywistym złem a oczywistym dobrem, lecz trzeba ważyć na szali różne dobra i różne zła. Człowiek, który w swoim rozumie i sumieniu to ocenia, który na tej podstawie podejmuje decyzje i wciela je w życie – zawsze będzie dla potomnych postacią tragiczną.

Przeważnie wiemy wszystko o skutkach działań postaci tragicznych i nie wiemy nic, co by się stało, gdyby te działania nie zostały podjęte. O przebiegu i skutkach Powstania Warszawskiego wiemy wszystko, ale nie wiemy co by się stało, gdyby rozkazu o godzinie „W” nie wydano. Tu jest podobnie: wiemy wszystko o genezie i następstwach 13 grudnia 1981, lecz nie wiemy co by się stało, gdyby stan wojenny nie został wprowadzony. Nie wiemy i nigdy się nie dowiemy, ponieważ każda historia dzieje się tylko raz.

Generała Czesława Kiszczaka, tak jak generała Wojciecha Jaruzelskiego, jedni będą dozgonnie uważali za zdrajców, inni za bohaterów. Sześcioro sędziów* III Rzeczpospolitej skazało wprawdzie Kiszczaka za – cytuję – „udział w tajnym związku przestępczym o charakterze zbrojnym”, lecz przypomnę, że od utworzenia tej rzekomej mafijno-gangsterskiej grupy minęły 34 lata. Jeśli na symboliczny wyrok w sprawie stanu wojennego musieliśmy czekać tak długo, to nie jest to żadne wymierzanie sprawiedliwości, tylko publicystyka. Inni autorzy mogliby napisać artykuł o zupełnie innej wymowie (inny skład sędziowski mógłby umotywować wyrok przeciwny). Mój życiowy mentor, pan Lem, twierdził, że uzasadnić da się wszystko, tylko trzeba się przyłożyć. Dlatego ustalanie dziejowej prawdy o stanie wojennym i okolicach przy pomocy ustaw i wyroków mam za obrazę rozumu.

Godzi się jednak podkreślić kilka bezspornych faktów.

Po pierwsze, przez ostatnie ćwierć wieku w polityce i w mediach nie gloryfikowano stanu wojennego. Było dokładnie na odwrót. Dlatego wysoce znamienne są wyniki wszystkich, ale to absolutnie wszystkich ankiet z lat 2010-15, w których pytano zwykłych ludzi o stosunek do tej dziejowej decyzji.

Jak to konkretnie wygląda? Otóż jeśli do rachuby weźmiemy tylko tych obywateli, którzy doświadczyli stanu wojennego na własnej jako tako rozumnej skórze, oraz tylko tych z nich, którzy opowiadają się „za” lub „przeciw” – wówczas z prostych rachunków wynika, iż spośród każdych dziesięciu statystycznych Polaków „posiadających pogląd” mniej więcej sześciu aprobuje tamto „mniejsze zło” z roku 1981. Ostateczny rezultat historyczno-wspomnieniowego meczu między milionami Rodaków trzydzieści cztery lata po pierwszym gwizdku brzmi zatem 3 : 2; ostateczny, bo w tej proporcji nic istotnego nie zmieni się już nigdy. Co jest przyczyną tego zastygłego 3 : 2?

Po drugie, stan wojenny był sprawnościowym bezprecedensowym majstersztykiem w skali światowej, o czym w 1997 roku zgodnie zaświadczyli wysokiej rangi oficerowie różnych armii podczas międzynarodowej konferencji w Jachrance (relacja w książce: „Wejdą – nie wejdą” wydanej po polsku przez londyński „Aneks”, dostępnej w Bibliotece Narodowej). W ciągu kilku godzin wojsko przejęło władzę w 38-milionowym państwie. W ciągu kilku godzin spacyfikowano dziesięciomilionową „Solidarność”. Praktycznie ani jeden żołnierz, milicjant czy inny funkcjonariusz nie odmówił wykonania rozkazu. Wprost niesłychane, ale wskutek całego stanu wojennego zginęło zaledwie kilkanaście osób...

[Przypuszczam, notabene, że „po drugie” byłoby niemożliwe bez milczącego społecznego wsparcia/przyzwolenia streszczonego w „po pierwsze”]

Po trzecie, w drugiej połowie lat osiemdziesiątych z inicjatywy i pod przewodnictwem generała Kiszczaka podjęto rozmaite działania (m. in. zwolnienie więźniów politycznych we wrześniu 1986), które naprzód doprowadziły do nieformalnych rozmów z przedstawicielami opozycji i Kościoła (1987 i 1988), a później do historycznego Okrągłego Stołu. Dzięki tym rozmowom i temu porozumieniu, 4 czerwca 1989 nastąpiło pierwsze w obozie komunistycznym częściowe przekazanie władzy narodowi. Skutki tego kroku nie dały długo na siebie czekać: wkrótce w Polsce powstał bezpartyjny rząd, kilka miesięcy potem runął mur berliński, Orłu Białemu przywrócono koronę, zmieniono nazwę państwa i wybraliśmy sobie Wałęsę na prezydenta, a w następnym roku stało się absolutnie niemożliwe: rozpadł się Związek Radziecki.

Po czwarte, żaden obywatel nie został prywatnie i służbowo przez kilkanaście lat tak wnikliwie i wszechstronnie prześwietlony przez IPN, służby specjalne, prokuraturę i sądy III RP jak Czesław Kiszczak. Mimo to instytucje te nie znalazły żadnych dowodów na łamanie przezeń prawa – z wyjątkiem, ma się rozumieć, wiadomej komunistycznej zbrodni, za którą w czerwcu 2015 został prawomocnie skazany na „dwa lata więzienia w zawieszeniu na lat pięć”...

Uważam, że generał broni Czesław Kiszczak, postać historyczna, swoim życiem zasłużył na to, aby o wszystkich tych okolicznościach pamiętać przy ocenianiu go jako Polaka, jako żołnierza i jako polityka.

Stanisław Remuszko

------------------------------------------
*Ewa Jethon, Monika Niezabitowska i Hubert Zaręba z warszawskiego Sądu Okręgowego (12.01.12) oraz Jerzy Leder, Zbigniew Kapiński i Rafał Kaniok z warszawskiego Sądu Apelacyjnego (15.06.15); prokuratorzy IPN: Piotr Piątek i Bogusław Czerwiński., nadprokurator IPN Ewa Koj.

Odwiedzono 3515 razy