www.remuszko.pl Wielkanocna Arytmetyka

Od Remuszki czyli wielkanocna arytmetyka

             Wielce Szanowni i Mili Państwo, dzień dobry wieczór,
             Zbierało się, zbierało, i wreszcie starszego pana dopadło. Impotencja (!). Niemożliwość. Niedarady.
             Do tej pory zawsze udawało mi się indywidualnie odpowiadać na wszystkie nadsyłane okazjonalne życzenia. Tym razem koniec. Finito czyli szlus. Nie jestem w stanie. Klęska urodzaju oraz starość nie radość.
             Na tę wyjątkową korespondencję od kilku dni zostawiałem sobie Wielkosobotnie popołudnie, ale gdy przed chwilą, po upieczeniu ostatniego mazurka, solennie zasiadłem do komputera - naprzód porachowałem i okazało się, że powinienem TO zrobić 78 razy. Siedemdziesiąt osiem! Każdy z Państwa był łaskaw poświęcić na adresowany do mnie świąteczny post marne 1-2 minuty (tak szacuję), ale dla mnie, jako człeka powolnego, staranna odpowiedź (byle jak nie umiem) oznacza przynajmniej 78 x 3 minuty = 234 minuty czyli wytężone i skupione stukanie w klawiaturę przez BITE CZTERY GODZINY NETTO!!!
             Świętej pamięci pan Stanisław Lem kiedyś pokazywał mi przykładowe porcje codziennej poczty i ze smutkiem stwierdzał, że minimum przyzwoitości - czyli kilka rzeczowych osobistych zdań - jest w stanie wysłać do co najwyżej dziesiątego nadawcy, a i to tylko wtedy, gdy wcześniej zajmę się wyłącznie czytaniem listów i już nic innego robił nie będę. Wielki Lem - rozumiem, ale dlaczego ja? Co się stało, że moja świąteczna poczta mejlowa w porównaniu do lat poprzednich nagle liczbowo urosła KILKAKROTNIE? Nie wiem.
             Życzenia są śliczne, przeważnie zdobione rozmaitymi wielkanocnymi karteczkami niczym kolorowe elektroniczne pisanki, z mnóstwem serdecznych słów, bardzo prywatnych, indywidualnych, osobistych, bezpośrednich, oraz religinych, świeckich i mieszanych: ...Alleluja, Drogi Panie Stanisławie..., ...Kochany Staszku..., ...Chrystus zmartwychwstał dla Ciebie i Twoich Bliskich..., ...Pozdrawiamy Panią Agnieszkę..., ...Życzę wytrwałości w głoszeniu prawdy..., ...Sytych i sutych Świąt..., ...Dziękujemy za odwagę i prosimy o więcej..., ...niech Wam się wiedzie..., ...Julek z Rodziną..., ...Ewa z Wojtkiem i dziećmi..., ...Wielkanocne uściski z Melbourne..., ...podziękowania z Virginia Beach za "Mazurek Prababci"..., do zobaczenia jak co roku na Chochołowkiej..., ...niech Pan Jezus wam błogosławi..., i wiele innych powinszowań,od których w początkach wiosny '2008 człowiekowi robi się cieplej i słoneczniej na duszy (mimo że za warszawskim oknem szarówka, przymrozki, a nawet drobny śnieg). A do tego wizerunki Grobu w zwycięskiej czerwieni, także baranki, zajączki, bazie, jajka, rzerzuchy, sól kamienna oraz warzona, barwinki, kurczaczki, i było nawet jedno psie szczenię (!).
             Ogromnie wzruszony, na wszelki wypadek odsyłam nasamprzód Szlachetnych i Dostojnych P.T. Życzeniodawców na stronę 275 mej książczyny o "Gazecie Wyborczej", a teraz bardzo przepraszam, ale, z przyczyn wymienionych na wstępie, mogę podziękować Państwu jedynie zbiorowo. Co niniejszym czynię: najszczerzej i najmilej oraz wprost z serca DZIĘ-KU-JĘ!!!              Sprawili mi Państwo prezent niezwykły, niespodziewany i przemiły. Anglosasi mówią w takich sytuacjach: God bless you, a ja dodam do tego międzynarodowy internetowy znak czasu: :-)))
             Co zaś własnych życzeń się tyczy, mam dwa: jedno prywatne, drugie patriotyczne. Każdemu z Państwa - również ludziom młodym, którzy tego teraz nie rozumieją - gorąco życzę dużo zdrowia. A mojej Polsce życzę, aby jej naturalna Rodzina - Unia Europejska - wyrosła na Europę Ojczyzn, nie zaś na monolityczne państwo, w którym jedno z województw nazywa się "polskie".
             Amen.

Stanisław Remuszko

Odwiedzono 1542 razy