www.remuszko.pl Profesor Ceremużyński


Profesor Ceremużyński

1932-2009

(w czwartą rocznicę śmierci)

*          *          *



(w drugą rocznicę śmierci)


Jako człek od prawie czterdziestu lat parający się piórem, nie raz zastanawiałem się, czy w ogóle jest możliwe napisanie interesującej oryginalnej książki, jeśli nie ma się wybitnego czysto literackiego talentu? Zwłaszcza że w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat beletrystycznie wykorzystano już absolutnie każdy pomysł i temat… Lecz wyszło mi, że nil desperandum, ponieważ w jednej dziedzinie wszystko zawsze będzie nowe, jedyne i niepowtarzalne. To są osobiste relacje z własnych przeżyć. Z tego, co się samemu widziało, słyszało, polizało, powąchało i dotknęło.

Leszek Ceremużyński - człowiek niezwykły - zamieścił takie arcyciekawe prywatne sprawozdanie w książce “Medycyna. Świat. Ludzie.” Lecz też - jak na niezwykłego człowieka przystało - zrobił coś więcej w tym stylu: zebrał i zredagował życiowe wspomnienia kilkudziesięciu koleżanek i kolegów, z którymi w roku 1950 rozpoczynał studia na warszawskiej Akademii Medycznej. Drugie wydanie tej książki ukazało się latem bieżącego roku, przy znaczącym udziale małżonki, pani profesor Krystyny Cedro-Ceremużyńskiej, której kobiecą rękę już na pierwszy rzut oka widać w pięknie dopieszczonej ilustrowanej edycji:

Co pięć lat absolwenci pierwszego kursu Akademii Medycznej w Warszawie spotykają się na trwającym przez dwa dni zjeździe pod buńczucznym hasłem: Jeszcze w zielone gramy!”

Jak wielki potencjał tkwił w tych młodych ludziach, których nie złamały trudne czasy, widać po ich dokonaniach zawodowych. Jedni walczyli najpierw z ogromną ówczesnie w Polsce śmiertelnością niemowląt i dzieci, inni organizowali ochronę zdrowia w dalekich krajach Afryki i Azji, jeszcze inni zrobili głośne kariery akademickie. Wszyscy leczyli tysiące chorych. I przekazywali swą wiedzę następcom - napisał w przedmowie prof. Ceremużyński. Najlepszą zaś recenzencką pigułkę dał chyba Stefan Bratkowski: Nikt nie ma tyle do opowiedzenia o człowieku co lekarze

Dawna warszawska Akademia Medyczna zwie się dziś Uniwersytetem Medycznym, a jej nowoczesny gmach główny stoi przy Trojdena róg Żwirki (wiem, bo byłem tam niedawno na inauguracji roku akademickiego). Myślę, że książka “Jeszcze w zielone gramy” byłaby znakomitym okazjonalnym prezentem od Uczelni dla wszystkich odwiedzających ją gości : - )


Stanisław Remuszko


P.S. Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej - to tu jest link do wydawnictwa.



*          *          *



(w pierwszą rocznicę śmierci)

To prawda, że każdy jest wyjątkowy - ale też wszyscy jakoś tam układamy się na krzywej Gaussa, zwanej rozkładem normalnym, a popularnie krzywą dzwonową. Ludzi wybitnych można odnaleźć na niewielkich (kilka procent) skrajnych odcinkach tej krzywej. O tym, czy ktoś jest wybitnym fizykiem, mogą kompetentnie orzec raczej tylko fizycy; lekarzem - raczej tylko lekarze (i pacjenci!); ale o wybitnej osobowości człowieka jako takiego mogę kompetentnie orzec sam, bo w swym już prawie półwiecznym dorosłym życiu miałem okazję przyglądać się z dystansu, z bliska i bardzo z bliska dosłownie tysiącom bardzo różnych ludzi.

I to jest pierwsza refleksja, która nasuwa mi się, gdy wspominam Pana Profesora Leszka Ceremużyńskiego dziś, w pierwszą rocznicę jego śmierci.

Druga uwaga dotyczy książki, którą Profesor zdążył wydać niemal dosłownie w ostatniej chwili (jak dziś to wiemy), i której lekturę polecam gorąco. Książka nosi tytuł "Medycyna. Świat. Ludzie", a ja, na użytek tego wspomnienia, dałbym podtytuł: w moim niesłychanie ciekawym i bogatym życiu. Tej książki nie da się porządnie zrecenzować, bo to tak, jakby się próbowało słowami oddać symfoniczną muzykę albo wielki film. To świetny gwiazdkowy prezent dla ludzi myślących (lecz raczej nie dla młodej młodzieży - tak sądzę). Oto link.

Po trzecie, pragnę dziś zadedykować Panu Profesorowi przejmującą "Wyspę", skomponowaną i śpiewaną przez Ryszarda Rynkowskiego do słów (i dla...) Andrzeja Waligórskiego.

Na koniec zaś proszę rzucić okiem - ale już suchym... - na poniższą stroniczkę poważnej i solennej "Kardiologii Polskiej" oraz na zamieszczony na dole dopisek. Dla mnie jest to nie tylko droga pamiątka osobista, lecz też świadectwo wielkiego poczucia humoru i charakterystycznego façon d'être Leszka Ceremużyńskiego:

*          *          *

Z okazji Jubileuszu 35-lecia Kardiologii w Szpitalu Grochowskim, mamy zaszczyt zaprosić Sz.P. Red. Stanisława Remuszkę na uroczystość, która odbędzie się w piątek 27 listopada 2009 w godzinach 12-15. Program: powitanie Gości, historia i współczesność Kardiologii w Szpitalu Grochowskim, refleksje Założyciela Kliniki Kardiologii - Profesora Leszka Ceremużyńskiego, przemówienia Gości, prezentacja Kliniki, występ muzyczny, poczęstunek…

Jechałem na to spotkanie z ciekawością i radością, ciesząc się zwłaszcza na uściśnięcie dłoni pana profesora Leszka Ceremużyńskiego i na chwilę rozmowy z tym zupełnie niezwykłym renesansowym człowiekiem, który z jakichś względów od lat darzył mnie swą prywatną życzliwą uwagą. Ale pierwsze powitalne słowa otwierającego uroczystość profesora Andrzeja Budaja zmroziły wypełnioną salę. Wszyscy wstali, zapadła martwa cisza, i w życiu nie widziałem ludzi tak zszokowanych. Przecież jeszcze wczoraj… Lecz na ekranie pojawiła się znajoma wyrazista twarz, a napis obok oficjalnie ogłosił: Leszek Ceremużyński, 1932-2009. Jak to: 2009? Ano tak…

Tylko udar, zator albo zawał zabijają nagle. Profesor - światły lekarz-kardiolog, wiedzący o sobie i dbający o siebie - nie mógł odejść nagle. A jednak to zrobił. Był Profesor gorącym polskim patriotą i głęboko wierzącym katolikiem; wychodzi na to, że Ten, któremu ufał, wcale nie uważa znanej modlitwy - Od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj mnie, Panie! - za słuszną. Przynajmniej w odniesieniu do niektórych ludzi…

Wciąż jest piątek 27 listopada 2009. Chcę napisać więcej, ale nie mogę. Musi upłynąć czas. Przepraszam.

Stanisław Remuszko

P.S. Sobota, 28 listopada. Pogrzeb Profesora odbędzie się w poniedziałek 7 grudnia na cmentarzu w podwarszawskich Pyrach (10:30 wystawienie trumny, 11:00 msza św.; potem złożenie zwłok do grobu rodzinnego)



*          *          *


Warszawa, 30 grudnia 2002


Jego Ekscelencja

Pan Aleksander Kwaśniewski

Prezydent

Rzeczpospolitej Polskiej


W n i o s e k


Jako   obywatel,   gorąco   proszę   Pana   Prezydenta   o   uhonorowanie profesora Leszka Ceremużyńskiego Orderem Orła Białego.


U z a s a d n i e n i e

Rozmaite zasługi kilkudziesięciu osób wyróżnionych po roku 1989 najwyższym polskim odznaczeniem łączy jedno: są najwyższe właśnie. Dewiza Orderu brzmi: „Za Ojczyznę i Naród”. Leszek Ceremużyński położył najwyższe z możliwych zasług dla Polski: w ciągu ostatnich kilkunastu lat dosłownie ocalił życie i dał zdrowie wielu tysiącom Polaków.

Profesor Ceremużyński jest szeroko znanym w kraju i za granicą kardiologiem, ale nie jego naukowy dorobek jest - tu - najważniejszy. Sądzę, że opus maximum Profesora, to absolutnie unikatowe i bezcenne przedsięwzięcie natury organizacyjnej.

Nad Wisłą w ciągu roku odchodzi z tego świata około trzysta sześćdziesiąt tysięcy osób. Prawie połowę przyczyn wszystkich zgonów stanowią choroby układu krążenia. Przy tak dużych liczbach, jeden procent to dla polskiej kardiologii niemal tysiąc osiemset ludzkich istnień, a słowa „około”, „niemal” lub „prawie” oznaczają co roku życie lub śmierć nawet kilkunastu tysięcy rodaków. Hipotetyczna obniżka wskaźnika umieralności o ten sam odsetek uratowałaby wielokroć więcej „sercowców” niż jakichkolwiek innych chorych.

Pojedynczy lekarz (kardiolog, kardiolog interwencyjny, kardiochirurg), choćby najsławniejszy, najpracowitszy i najbardziej utalentowany na świecie, jest w stanie ocalić życie najwyżej paru chorym dziennie. Profesor Ceremużyński w 1987 roku wymyślił skuteczny i oryginalny sposób, by te możliwości cudownie rozmnożyć.

Od piętnastu lat w warszawskim Teatrze Polskim każdej wiosny odbywa się przedziwny spektakl. Z całego kraju zjeżdża prawie tysiąc widzów: przede wszystkim szeregowi lekarze-praktycy różnych specjalności z rejonowych przychodni i szpitali; są także naukowcy, szefowie placówek zdrowotnych, profesorowie. By pozostać przy teatralnej terminologii: główne role w przedstawieniu gra zespół bezpośrednich współpracowników Leszka Ceremużyńskiego, wsparty na scenie gościnnymi popisami najwybitniejszych polskich znawców „sercowych spraw”. Stałą treścią wyreżyserowanej przez Profesora sztuki są najważniejsze zdobycze światowej kardiologii z ostatniego roku oraz najnowsze międzynarodowe standardy postępowania z chorymi.

O czym mówię? O tym, że profesorowi Ceremużyńskiemu udało się stworzyć - być może jedyną w swoim rodzaju na świecie - formułę dydaktyczną, dzięki której najnowsza wiedza z międzynarodowego medycznego Olimpu jest skutecznie i bez opóźnień przekazywana wprost „pod strzechy”! Tradycyjnymi metodami zajęłoby to lata, kosztowało krocie i dotarło może do jednej dziesiątej pożądanych odbiorców. Do Teatru Polskiego lekarze co roku walą drzwiami i oknami (otrzymanie imiennego zaproszenia uchodzi za zaszczyt), chłoną informacje niczym gąbka, objuczeni materiałami rozjeżdżają się do domów, i już od następnego dnia mogą lepiej pomagać swoim pacjentom.

Z przekonaniem sparafrazuję Wojciecha Trojanowskiego: szkoda, że Pan Prezydent tego nie widział! Choć „przedstawienie” jest „grane” cały dzień - do końca nikt nie wychodzi, podczas „antraktów” toczą się zażarte kuluarowe spory, a gdy w kilku tematycznych „aktach” występują główni „aktorzy”, na widowni panuje cisza jak makiem zasiał. Potem w ruch idą reflektory i diaskopy, mistrzowie kardiologii przy świadkach fechtują się opiniami, padają pytania z sali, a po szczególnie celnych komentarzach czy puentach zrywają się huraganowe brawa. Nad wszystkim, niczym Kantor, czuwa z boku sceny profesor Ceremużyński ze swym inspicjenckim mikrofonem...

Czyżby w dydaktyce szło przede wszystkim o scenerię i rekwizyty? Chyba nie, gdyż - w powszechnej ocenie uczestników tych niezwykłych obrad - główną zaletą całego spectaculum, jego świadomie zaprojektowaną cechą immanentną i naczelną, jest wyjątkowa jasność wystąpień i ilustracji oraz ich merytoryczna spójność i kompletność. Innymi słowy, tego dnia tysiąc polskich lekarzy bierze udział w popularyzacji najwyższego lotu, w wewnątrzśrodowiskowym intensywnym kształceniu na najwyższym profesjonalnym poziomie. Niektórzy słuchacze i widzowie mówią wręcz o bezcennym „doładowaniu akumulatorów” skondensowaną dawką najświeższej, podanej na talerzu wiedzy, której na własną rękę nigdy by nie zdobyli.

Warszawska Konferencja Kardiologiczna trwa jeden dzień, ale przygotowania do niej - długie miesiące. Merytoryczna selekcja setek fachowych prac, dobór właściwych wykładowców i gości, skonstruowanie arcyklarownych przezroczy, druk poglądowych materiałów, wreszcie scenograficzna i reżyserska synteza całości - to gigantyczna robota, której większość Profesor wykonuje osobiście. Nie wiadomo, jak to jest możliwe, skoro Leszek Ceremużyński od lat kieruje jednocześnie Kliniką Kardiologii w Szpitalu Grochowskim, redaguje cieszący się międzynarodowym prestiżem miesięcznik „Kardiologia Polska”, prowadzi badania naukowe, publikuje w prasie codziennej i fachowej, ma stałe zajęcia dydaktyczne, występuje na zagranicznych kongresach, udziela się w lokalnym samorządzie etc., etc., że o prozaicznym leczeniu ludzi nie wspomnę. Niektórzy mówią, że Profesor po prostu nie sypia. Może?

Tylko osiągnięcia nauki i techniki są niezależne od konkretnych osób (w powszechnym mniemaniu, gdyby penicyliny nie odkrył Fleming, wpadłby na jej trop inny badacz; gdyby na świat nie przyszedł Bell, telefon skonstruowałby inny wynalazca). Odwrotnie z artystami: nikt zamiast Buonarottiego nie wyrzeźbiłby „Piety”, a bez Szopena nigdy nie moglibyśmy zachwycać się „Deszczowym Preludium”. Skoro tak, to prof. dr hab. med. Leszek Ceremużyński jest bez wątpienia urodzonym artystą! Nikt oprócz niego nie napisałby i nie wyreżyserował sztuki, która od piętnastu lat, w coraz to świetniejszych aranżacjach, nie schodzi z afiszy Teatru Polskiego, ciesząc się z każdym rokiem coraz większym powodzeniem wdzięcznych widzów!

Panie Prezydencie!

W Polsce w ciągu ostatnich dwunastu lat wskaźnik umieralności na choroby układu krążenia obniżył się o pięć procent. W liczbach bezwzględnych oznacza to, że w samym tylko roku 2003 będzie cieszyło się życiem o blisko dziesięć tysięcy osób więcej niż w roku 1990. To duży sukces polskiej medycyny i polskiej służby zdrowia. A przecież statystyki nie uwzględniają rzesz tych obywateli, którzy wskutek zastosowanej wobec nich profilaktyki lub terapii nie uskarżają się na swoje zdrowie.

Jaką część tego sukcesu Polacy zawdzięczają niezwykłej inicjatywie Leszka Ceremużyńskiego? Tego nigdy nie będzie wiadomo. Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Ile światów ocalił Profesor?

Mam nadzieję, że Pan Prezydent - były redaktor naczelny, znakomicie władający na co dzień dobrą polszczyzną - nie weźmie mi za złe lekkiego stylu tego uzasadnienia. Tradycyjne w takich wypadkach opinie i rekomendacje dopiszą z ochotą - jestem tego pewien - luminarze polskiej medycyny (a także przedstawiciele wielu różnych środowisk, gdyż Profesor, jako człowiek iście renesansowy, przejawia swą intelektualną aktywność w bardzo różnych dziedzinach).

Dla jasności: nie byłem i nie jestem pacjentem profesora Ceremużyńskiego. Po prostu, jako dziennikarz zajmujący się również problematyką medyczną, w pewnym momencie zetknąłem się z Kimś Niezwykłym i z fragmentami jego niezwykłych życiowych dokonań. Teraz, działając w pełnej dyskrecji wobec Profesora oraz wyłącznie w swoim prywatnym imieniu, chcę z przekonaniem zwrócić uwagę Głowy mojego Państwa na wybitną postać Leszka Ceremużyńskiego - wyjątkowego lekarza i szczerego patrioty, którego zasługi dla Rzeczpospolitej, mierzone życiem i zdrowiem Jej obywateli, są godne doprawdy najwyższego podziwu i szacunku.

Z głębokim respektem oraz dobrymi życzeniami dla Pana i Jego Małżonki na cały 2003 rok

Stanisław Remuszko


[W charakterze didaskaliów podaję archiwalnie, że moja prośba trafiła kolejno do kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (30.12.02), potem do kanclerza kapituły Orderu prof. Barbary Skargi (10.04.03), którą miałem przyjemność od lat znać osobiście, później do kancelarii premiera Leszka Millera (10.05.03), na koniec zaś do sekretariatu ówczesnego ministra zdrowia Leszka Sikorskiego (28.05.03)] 

 

Warszawa, 28 maja 2003

 

Pan Minister

Dr Leszek Sikorski

Miodowa 15

00-952 WARSZAWA

 

Wielce Szanowny Panie Ministrze,

W grudniu 2002 zwróciłem się do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej pana Aleksandra Kwaśniewskiego o nadanie panu profesorowi Leszkowi Ceremużyńskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi Kancelaria Prezydenta poinformowała mnie (pismo załączam), że Prezydent jest wprawdzie Wielkim Mistrzem Orderu, lecz nie nadaje go z własnej inicjatywy; może to uczynić na wniosek Prezesa Rady Ministrów.

Wobec tego w maju 2003 wystąpiłem o to samo do pana Premiera Leszka Millera. Jednakowoż Kancelaria Premiera powiadomiła mnie (to pismo również załączam), że ze względów formalnych rozpatrzenie wniosku - cytuję - będzie możliwe dopiero w przypadku nadesłania stosownej dokumentacji przez Ministra Zdrowia.

W tym stanie rzeczy pozwalam sobie gorąco prosić Pana Ministra, aby to Pan osobiście zechciał wystąpić z wnioskiem o nadanie profesorowi Leszkowi Ceremużyńskiemu najwyższego polskiego odznaczenia.

Jestem przekonany, że Pan Minister, doskonale znając od lat polskie środowisko medyczne i postacie wybitnych lekarzy, zechce podzielić moją opinię na temat niezwykłych i tak specyficznych zasług Leszka Ceremużyńskiego dla polskiego społeczeństwa. Nie upieram się przy Orle Białym, może bardziej adekwatny byłby akurat Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Jedno, moim zdaniem, nie ulega najmniejszej wątpliwości: człowiek, który tak wiele uczynił dla innych, powinien być przez władze mojego państwa symbolicznie doceniony i właściwie uhonorowany. I choć nie jestem rektorem wyższej uczelni ani prezesem stowarzyszenia lekarskiego, to nic, zdaje się, nawet formalnie nie stoi na przeszkodzie, aby mój zwykły szczery obywatelski głos został przez Pana Ministra usłyszany.

Z głębokim respektem

Stanisław Remuszko

Odwiedzono 4978 razy