www.remuszko.pl pożegnanie

Pożegnanie

Jak byłoby w normalnym państwie?

W normalnym państwie pierwsza poinformowałaby o tym jakaś lokalna rozgłośnia lub telewizja. Bulwersująca wieść byłaby w ciągu następnych godzin powtarzana przez inne media elektroniczne o coraz większym zasięgu, swoje depesze nadałyby agencje prasowe, wreszcie sprawa trafiłaby do głównych wydań ogólnokrajowych dzienników telewizyjnych oraz (następnego dnia) na pierwsze strony czołowych gazet. Potem mogłoby już być różnie, ale z takim medialnym minimum przyzwoitości mielibyśmy do czynienia w każdym normalnym państwie, w którym zbezczeszczono by narodową świętość: Grób Nieznanego Żołnierza.

W Polsce jedyna informacja o skandalu ukazała się w formie drobnej notki na podrzędnej stronie lokalnego gazetowego dodatku i przeszła bez echa.

Ale pytajmy dalej. Jak byłoby w normalnym państwie, gdyby grupa znanych obywateli wystąpiłaby z dramatycznym listem otwartym w takiej ważnej sprawie?

W normalnym państwie o tym liście powiadomiłyby media.

W Polsce media w ogóle na list nie zareagowały.

Spytajmy zatem (po raz trzeci i ostatni): jak byłoby w normalnym państwie, gdyby taki list w obronie narodowej świętości został skierowany imiennie do przedstawicieli najwyższych władz oraz do czołowych polityków?

W normalnym państwie adresaci zrobiliby coś.

W Polsce praktycznie nikt nie kiwnął palcem.

Nasuwa się jeden wniosek: ta sprawa nikogo nie obchodzi.

Powiedzmy to powoli i wyraźnie: los Grobu Nieznanego Żołnierza nie obchodzi ani prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, ani premiera Leszka Millera, ani marszałka Marka Borowskiego, ani marszałka Longina Pastusiaka. Za temat nie wart wzmianki uznał profanację Grobu (oraz przemilczenie tego faktu przez prasę) prezes Polskiej Agencji Prasowej Waldemar Siwiński, prezes Telewizji Polskiej Robert Kwiatkowski i prezes Polskiego Radia Andrzej Siezieniewski. Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Danuta Waniek umyła ręce. Jeśli nie liczyć paru kurtuazyjnych gestów, nic w sprawie nie zrobił szef żadnego klubu parlamentarnego: ani Ludwik Dorn (PiS), ani Jerzy Jaskiernia (SLD), ani Jarosław Kalinowski (PSL), ani Marek Kotlinowski (LPR), ani Andrzej Lepper (Samooobrona), ani Janusz Lisak (UP), ani Jan M. Rokita (PO). Niczego dziwnego w postawie mediów nie dostrzegł przewodniczący sejmowej komisji Kultury i Środków Przekazu Jerzy Wenderlich. Cała sytuacja nie budzi zastrzeżeń przewodniczącego sejmowej komisji Obrony Narodowej Stanisława Janasa. Jeśli ktoś nie wierzy, niech sprawdzi w Dokumentacji.

Jednak najtrudniej pogodzić się ze stanowiskiem tych, którym powierzono opiekę nad Grobem. Zdaniem wojskowych prominentów (generał Witold Szymański, wiceminister Janusz Zemke), wszystko gra, nic złego nie działo się i nie dzieje. A przecież to jawny Fałsz....

Co robić? Nie wiem jak postąpią inni P.T Sygnatariusze (ponad półtorej setki osób z całego świata). Ale ja - Stanisław Remuszko - muszę spojrzeć prawdzie w oczy.

Alternatywa jest taka: coś jest nie w porządku ALBO z moim państwem i mediami ALBO z moją głową (będę szczęśliwy, jeśli ktoś wskaże logiczny błąd w tym rozumowaniu).

Do treści listu otwartego trudno się przyczepić. Choć zawierał takie słowa, jak „patriotyzm”, „Ojczyzna”, „wzorce” czy „dziedzictwo narodowe”, to przecież był napisany poprawną polszczyzną i utrzymany w rzeczowym tonie.

Podobnie z pierwszymi sygnatariuszami listu. Jako inicjatywę czysto obywatelską i całkiem apolityczną, zechcieli ów protest firmować własnym nazwiskiem ludzie tak zasłużeni dla Polski (i tak różni), jak Adam Strzembosz, Ryszard Bugaj, Zdzisław Najder, Mirosław Chojecki... Czy to są osoby nieznane lub niepoważne?

Z kolei kancelarie i sekretariaty WSzAdresatów bez wątpienia pracują sprawnie (jeśli nawet nie wszystkie lub nie zawsze, to zdecydowana większość i zazwyczaj). Można zatem mieć pewność, że listy, złożone fizycznie w kilkunastu miejscach za pokwitowaniem, dotarły tam, gdzie powinny.

Co się tyczy środków masowego przekazu, to o zdumiewającej ciszy wokół całej sprawy powiadomiłem w lutym 2004 nie tylko kilkunastu redaktorów naczelnych największych mediów publicznych i prywatnych, lecz nawet tych reporterów, którzy pierwsi poinformowali o przypadkach chuligańskiego znieważenia Grobu (i na tym poprzestali): Jakuba Chełmińskiego i Mateusza Zielińskiego z „Gazety Wyborczej” oraz Marka Kozubala z „Rzeczpospolitej”. Efekt? Równie dobrze mógłbym wodą polewać gęsi lub posypywać grochem ścianę.

Podsumujmy. List, sygnatariusze, adresaci państwowi i medialni - nic dodać, nic ująć. Rezultaty - zerowe. Dlaczego?

No i to jest ten przykry (dla mnie) moment. Skoro cała sprawa nic a nic nie obchodzi tak wielu tak wybitnych ludzi, oznaczać to może tylko jedno: to ja jestem nienormalny. Oczywiście nie w sensie choroby psychicznej, ale w znaczeniu: „dziwak, który robi z igły widły”. Normą są bowiem uśrednione reakcje większości - a tu nie większość, lecz wszyscy adresaci moich starań zgodnie ocenili, iż sprawa jest błaha i dosłownie nie ma o czym mówić.

W wieku 56 lat z zakłopotaniem przyznaję zatem, że straciłem kontakt z niektórymi realiami. Okazało się, że moje dotychczasowe wyobrażenie o patriotyzmie i wojskowym honorze było fałszywe, jako przynajmniej archaiczne. Mylnie sądziłem, że w początkach XXI stulecia Grób Nieznanego Żołnierza nadal jest dla Polaków wielką realną wartością, taką jak mogiła matki czy ojca - a nie tylko miejscem przeznaczonym do odświętnych parad, takim na pokaz, z ołowianymi żołnierzykami.

Muszę sobie to wszystko porządnie rozważyć i wyciągnąć poważne osobiste konsekwencje, dotyczące zresztą również innych moich zachowań de publicis. Mogę bowiem od biedy uchodzić za oryginała, ale wolałbym nie być postrzegany jako wariat czy oszołom. Mój aksjologiczno-psychiczny remont potrwa zapewne czas jakiś - i na ten czas wyłączam się z dotychczasowej społecznej aktywności. Wszystkich zainteresowanych bardzo przepraszam za zawracanie głowy.

Stanisław Remuszko

Warszawa, 12 marca 2004

Odwiedzono 755 razy