23.04.07 Nr 95
   Opinie
Barbara Fedyszak-Radziejowska
Dzieje kłamstwa katyńskiego

Katyń to nie tylko pamięć o zbrodni i liczbie ofiar. To ważny fragment polskiej i europejskiej tożsamości oraz wiedzy o istocie dwu totalitaryzmów XX wieku. W zbrodni katyńskiej tkwi prawda o komunizmie, o której europejskie elity nie chcą pamiętać - pisze socjolog z Polskiej Akademii Nauk

opinie_a_1-1.F.jpg
Barbara Fedyszak-Radziejowska
opinie_a_1-2.F.jpg
Na wieść o próbach wyjaśnienia przez polski rząd w Londynie prawdy o odkrytych przez Niemców grobach naszych oficerów Stalin zerwał z nim stosunki
REPR. JERZY DUDEK

Dla przeciwników polityki historycznej przywracanie pamięci o Katyniu stanowi szczególnie trudny orzech do zgryzienia. Trudno wobec tej zbrodni odwoływać się do rutynowej argumentacji, zgodnie z którą polityka historyczna i propaganda to w gruncie rzeczy to samo. Bo jak przekonać Polaków, że aktywne zakłamywanie prawdy jest tym samym, co próba jej odkłamania?

Przeciwnicy polityki historycznej są więc bezradni - namawianie do rezygnacji z przywracania pamięci o zamordowaniu przez Sowietów prawie 15 tysięcy jeńców wojennych i 11 tysięcy więźniów, ponieważ "stanowią zdeklarowanych i nierokujących nadziei poprawy wrogów władzy radzieckiej" (notatka Berii z 5 marca 1940), może być interpretowane jako próba kontynuacji polityki prowadzonej przez PRL.

Przeciwnicy polityki historycznej odwołują się często do innej, równie popularnej argumentacji (szczególnie użytecznej w przypadku Katynia), by kultywując polskie męczeństwo, nie krzewić równocześnie postawy pesymizmu, bierności i cierpiętniczej megalomanii. Jednak oba te argumenty przegrywają z empiryczną rzeczywistością.

Słaba pamięć

Jak wynika z sondażu TNS OBOP dla "Rzeczpospolitej" i programu "Warto rozmawiać" z 18 - 19.04.2007 roku tylko 40 proc. Polaków słyszało o tej zbrodni "wiele" (54 proc. słyszało "coś") i tylko 61 proc. wie, że odpowiedzialność za nią ponosi Związek Radziecki. Znaczący odsetek, bo 11 proc. Polaków, nadal przypisuje sprawstwo Niemcom, a kolejne 19 proc. uważa, że nic w tej sprawie nie zostało do końca ustalone.

Co więcej, polskie społeczeństwo lepiej i pełniej przekazywało prawdę o Katyniu przed 1989 rokiem, mimo oficjalnej wersji PRL o Niemcach jako sprawcach, niż polskie państwo i polska szkoła po 1989 roku. Ci, którzy poznali prawdę przed 1989 rokiem dzięki rodzinnym przekazom, z radiostacji zagranicznych i niezależnych wydawnictw słyszeli o niej "wiele" (62 proc.) i wiedzą (78 proc.), że dokonał jej Związek Radziecki. Spośród tych, którzy poznali ją po 1989 roku, tylko 29 proc. słyszało o niej "wiele" i tylko 52 proc. wie, że sprawcami byli Sowieci.

Przyznam, że wyniki sondażu przypomniały mi koniec lat 90., gdy zastanawiałam się, czy mogę zrezygnować z "nauczania historii najnowszej" mojej urodzonej w 1990 roku córki. Szczęśliwie starsze dzieci szybko przywróciły mnie do porządku, zauważając, że ich siostra po kilku latach szkolnej edukacji "nic nie wie". Teraz rozumiem, że zapewne nie tylko Katyń wyparował w III RP ze szkolnej edukacji z nie do końca jasnych powodów.

Wstydliwe wydarzenia

Jednak Katyń to nie tylko kwestia pamięci o zbrodni i liczbie ofiar. To ważny fragment polskiej i europejskiej tożsamości oraz wiedzy o istocie dwu totalitaryzmów XX wieku. W zbrodni katyńskiej tkwi prawda o komunizmie, o której europejskie elity nie chcą pamiętać. Do dzisiaj sowiecki totalitaryzm cieszy się znacznie lepszą opinią niż nazizm. Współczesna Rosja, a także państwa europejskie, woli pamiętać tylko o okresie wspólnej walki z Hitlerem. Uroczystości upamiętniające rocznicę zakończenia II wojny światowej zorganizowane przez Władimira Putina w 2005 roku pokazały, że dla władz Rosji Polska może być aliantem tylko w wersji z (odznaczonym) Wojciechem Jaruzelskim w roli głównej.

Tymczasem Katyń przypomina wstydliwe wydarzenia; pakt Ribbentrop-Mołotow, wojnę 1920 roku, której polscy bohaterowie zostali zamordowani w 1940 roku, oraz polityczne powody, dla których Stalin mógł zainstalować w powojennej Polsce komunistyczną władzę. W końcu to na wieść o próbach wyjaśnienia przez polski rząd w Londynie prawdy o odkrytych przez Niemców grobach naszych oficerów Stalin zerwał z nim stosunki. A rządy państw sojuszniczych nalegały, by do sprawy Katynia nie wracać i pozwoliły, by po wojnie zbrodnia pozostała bezkarna, a prawda o niej jedynie prywatna i nieoficjalna.

Tę wiedzę liczne społeczeństwa "starej Unii" niechętnie wprowadzają do europejskiej pamięci. Ostatnim (niejedynym) przykładem jest wstępne porozumienie 27 ministrów sprawiedliwości UE z 19 kwietnia w sprawie negowania zbrodni przeciw ludzkości, które nie obejmuje zbrodni komunistycznych.

Małym krokiem do przodu jest zobowiązanie Komisji Europejskiej do przygotowania propozycji rozwiązania uwzględniającego zbrodnie komunizmu. Nie jest to rzecz bez znaczenia, jak mogłoby się wydawać ludziom "zorientowanym na przyszłość". Ostatnie debaty Polaków i Niemców toczone przy okazji konferencji "Powstanie warszawskie w kontekście stosunków polsko-niemieckich" pokazały, że Niemcy najchętniej opowiadają sobie II wojnę światową jako historię zbrodni popełnionych przez "nacjonalizm", Polacy zaś wolą odwoływać się do kategorii totalitaryzmu w niemieckim i sowieckim wydaniu.

Naszym zdaniem doświadczenie XX wieku uczy ostrożności wobec wszystkich totalnych ideologii, w zderzeniu z którymi jednostki i narody bywają bezsilne i bezradne. Niemcy zdają się koncentrować na nacjonalizmie jako źródle wszelkiego zła. My zaś wiemy, że zbrodnie popełniano nie tylko pod tym sztandarem.

Papierek lakmusowy

Zbrodnia katyńska ma jednak także swoje szczególne, totalitarne oblicze. Jest symbolem wieloletniego, skutecznego, sprawnie zorganizowanego politycznego kłamstwa, dla propagowania którego użyto środków technicznych, wielu fałszywych dokumentów, świadków, a nawet niewyjaśnionych do dziś zbrodni ("Dokumenty zbrodni", t.4. "Echa Katynia" 2006).

W PRL twórcom nakazywano milczenie, a mediom umiejętne wprowadzanie opinii publicznej w błąd. To polityczne kłamstwo trwało 47 lat, aż do 1992 roku, gdy prezydent Borys Jelcyn przekazał Polsce kopie decyzji Biura Politycznego KC KPZR, podpisaną przez Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza, akceptującą sugestie Ławrientija Berii, by "nierokujących nadziei poprawy" polskich jeńców wojennych i więźniów rozstrzelać. To pewnie przypadek, ale decyzja Naczelnej Prokuratury Wojskowej Rosji oznajmiająca o zamknięciu śledztwa w sprawie Katynia także nosi datę 5 marca, tyle że nie 1940, ale 2005 roku.

W otwierającym wrześniowy numer "Kultury" z 1987 roku artykule "Usta pełne gliny, głos stłumiony piaskiem" Tymoteusz Klempski pisał: "W epoce stalinizmu, jeden z "pryszczatych" napisał mniej więcej tak? "Zapytaj o Katyń, a będziesz wiedział, z kim mówisz: przyjacielem czy wrogiem". W ten sposób te zbiorowe mogiły pomordowanych rodaków stawały się papierkiem lakmusowym światopoglądowej prawowierności. Zgoda na prymitywne kłamstwo bywała rękojmią lojalności" (s. 5).

Ten mechanizm działał jednak w obie strony. Dla wielu ludzi, nie tylko politycznych i patriotycznych elit, lecz także inżynierów, lekarzy, nauczycieli i niekoniecznie posiadających wyższe wykształcenie zwykłych ludzi kłamstwo katyńskie stanowiło nieprzekraczalną barierę. Ani "praca w służbie polskich robotników i chłopów", ani poparcie Gomułki po 1956 roku czy Gierka po 1970 roku nie były możliwe tak długo, jak długo władza kłamała na temat Katynia.

Prosta decyzja zapisania się do PZPR, także wtedy, gdy już potępiono stalinizm i gdy można było raz na trzy lata wyjechać "maluchem na Zachód" z promesą na 70 dolarów była wykluczona, ponieważ oznaczało to cichą akceptację katyńskiego kłamstwa. Papierek lakmusowy działał - z jednej strony pomógł Stalinowi zainstalować w Polsce niechciane władze, z drugiej sprawił, że komunistyczne elity były w Polsce, jak sądzę, najgorsze z możliwych. Wielu uczciwych i mądrych ludzi, szczególnie tych, dla których wojna zaczęła się na wschodzie wraz z sowiecką okupacją, nie potrafiło w tej sprawie kłamać.

Autor wspomnianego artykułu w "Kulturze" zwraca uwagę, że odkąd na czele komisji w sprawie Katynia stanął Kazimierz Kąkol, kierownik Urzędu ds. Wyznań, nie ma świadectw literackich tej zbrodni, poza twórczością Włodzimierza Odojewskiego, aluzyjnym wierszem Bułata Okudżawy i świadectwem Józefa Mackiewicza.

Minęło kolejnych 20 lat i obok wierszy mało znanych poetów są "Guziki" Zbigniewa Herberta, "Kolęda katyńska" Kazimiery Iłłakowiczówny, powieść "Milczący niepokonani. Opowieść katyńska" Odojewskiego oraz nieznany jeszcze najnowszy film Andrzeja Wajdy. To mało, tym bardziej że świadectwo Mackiewicza nadal nie jest powszechnie dostępne.

To kłamstwo jest rzeczywiście wyjątkowe, a jego konsekwencje trwają w naszej świadomości dłużej niż struktury władzy, które je głosiły i podtrzymywały. Ale trzeba też zauważyć zmiany, z których najważniejsze zdaje się zainteresowanie tą zbrodnią wśród Rosjan. W 2007 roku wyszła książka Władimira Abarinowa "Oprawcy z Katynia" - napisana już na emigracji w USA.

Dlaczego musimy pamiętać

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego warto o Katyniu mówić, pisać i pamiętać. Przede wszystkim dlatego, że nikt poza nami tego nie zrobi.

Wiedza o Katyniu jest potrzebna Europejczykom, bo jej konsekwencje w paradoksalny sposób wciąż mogą mieć wpływ na politykę Rosja - UE. Sygnałem, iż władze Rosji mają z tą zbrodnią problem, jest uznanie przez Naczelną Prokuraturę Wojskową Rosji, że było to "przestępstwo pospolite" i "nadużycie władzy wyższego dowództwa Armii Czerwonej" (11 III 2005). Polityka europejska prowadzona przez Unię Europejska wobec Rosji nie może być oparta na fałszywych przesłankach.

Musimy pamiętać o Katyniu, bo nie jest to tylko miejsce pochowania tysięcy polskich oficerów, lecz symbol postawy, której w powojennej Polsce - nie tylko przed 1989 rokiem, lecz także po nim - bardzo nam brakowało. To przypomina słowa Jana Pawła II wygłoszone w polskim Sejmie, gdy mówił nam, że demokracja pozbawiona wartości może przekształcić się w jawny lub ukryty totalitaryzm.

Sondaż OBOP pokazuje, że sprawa Katynia dowodzi siły republikańskiego społeczeństwa, które okazało się bardziej skuteczne od systemowej propagandy, nawet w tak beznadziejnej sytuacji, jak czasy, gdy szkoła i media kłamały, a obywatele musieli milczeć w przestrzeni publicznej. Oto okazało się, że rodzinny przekaz może zastąpić i szkołę, i struktury państwa, jeśli oczywiście rodzina jest czymś więcej niż tylko gospodarstwem domowym, jak ostatnio sugerują podręczniki socjologii.

Z tego sondażu dowiedzieliśmy się też, że zdaniem 73 proc. Polaków ukrywanie przez władze PRL prawdy o Katyniu miało duży wpływ na łamanie zasad moralnych w życiu publicznym powojennej Polski. Może właśnie dlatego o tej zbrodni i wszystkim, co się z nią wiąże, powinniśmy pamiętać w sposób szczególny.

Barbara Fedyszak-Radziejowska


Drukuj artykuł Drukuj artykuł Wyślij artykuł Wyślij artykuł

 

| Bez polskich znaków |
| Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
| Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag | Kontakt |
© Copyright by Presspublica Sp. z o.o.