|
Opinie
Barbara
Fedyszak-Radziejowska
Dzieje kłamstwa
katyńskiego
Katyń to nie tylko pamięć o
zbrodni i liczbie ofiar. To ważny fragment polskiej i
europejskiej tożsamości oraz wiedzy o istocie dwu
totalitaryzmów XX wieku. W zbrodni katyńskiej tkwi
prawda o komunizmie, o której europejskie elity nie chcą
pamiętać - pisze socjolog z Polskiej Akademii
Nauk
|
|
|
Barbara
Fedyszak-Radziejowska
|
|
|
|
Na wieść o próbach
wyjaśnienia przez polski rząd w Londynie prawdy o
odkrytych przez Niemców grobach naszych oficerów
Stalin zerwał z nim stosunki
REPR. JERZY
DUDEK |
Dla przeciwników polityki historycznej przywracanie
pamięci o Katyniu stanowi szczególnie trudny orzech do
zgryzienia. Trudno wobec tej zbrodni odwoływać się do
rutynowej argumentacji, zgodnie z którą polityka
historyczna i propaganda to w gruncie rzeczy to samo. Bo
jak przekonać Polaków, że aktywne zakłamywanie prawdy
jest tym samym, co próba jej odkłamania?
Przeciwnicy polityki historycznej są więc bezradni -
namawianie do rezygnacji z przywracania pamięci o
zamordowaniu przez Sowietów prawie 15 tysięcy jeńców
wojennych i 11 tysięcy więźniów, ponieważ "stanowią
zdeklarowanych i nierokujących nadziei poprawy wrogów
władzy radzieckiej" (notatka Berii z 5 marca 1940), może
być interpretowane jako próba kontynuacji polityki
prowadzonej przez PRL.
Przeciwnicy polityki historycznej odwołują się często
do innej, równie popularnej argumentacji (szczególnie
użytecznej w przypadku Katynia), by kultywując polskie
męczeństwo, nie krzewić równocześnie postawy pesymizmu,
bierności i cierpiętniczej megalomanii. Jednak oba te
argumenty przegrywają z empiryczną rzeczywistością.
Słaba pamięć
Jak wynika z sondażu TNS OBOP dla "Rzeczpospolitej" i
programu "Warto rozmawiać" z 18 - 19.04.2007 roku tylko
40 proc. Polaków słyszało o tej zbrodni "wiele" (54
proc. słyszało "coś") i tylko 61 proc. wie, że
odpowiedzialność za nią ponosi Związek Radziecki.
Znaczący odsetek, bo 11 proc. Polaków, nadal przypisuje
sprawstwo Niemcom, a kolejne 19 proc. uważa, że nic w
tej sprawie nie zostało do końca ustalone.
Co więcej, polskie społeczeństwo lepiej i pełniej
przekazywało prawdę o Katyniu przed 1989 rokiem, mimo
oficjalnej wersji PRL o Niemcach jako sprawcach, niż
polskie państwo i polska szkoła po 1989 roku. Ci, którzy
poznali prawdę przed 1989 rokiem dzięki rodzinnym
przekazom, z radiostacji zagranicznych i niezależnych
wydawnictw słyszeli o niej "wiele" (62 proc.) i wiedzą
(78 proc.), że dokonał jej Związek Radziecki. Spośród
tych, którzy poznali ją po 1989 roku, tylko 29 proc.
słyszało o niej "wiele" i tylko 52 proc. wie, że
sprawcami byli Sowieci.
Przyznam, że wyniki sondażu przypomniały mi koniec
lat 90., gdy zastanawiałam się, czy mogę zrezygnować z
"nauczania historii najnowszej" mojej urodzonej w 1990
roku córki. Szczęśliwie starsze dzieci szybko
przywróciły mnie do porządku, zauważając, że ich siostra
po kilku latach szkolnej edukacji "nic nie wie". Teraz
rozumiem, że zapewne nie tylko Katyń wyparował w III RP
ze szkolnej edukacji z nie do końca jasnych powodów.
Wstydliwe wydarzenia
Jednak Katyń to nie tylko kwestia pamięci o zbrodni i
liczbie ofiar. To ważny fragment polskiej i europejskiej
tożsamości oraz wiedzy o istocie dwu totalitaryzmów XX
wieku. W zbrodni katyńskiej tkwi prawda o komunizmie, o
której europejskie elity nie chcą pamiętać. Do dzisiaj
sowiecki totalitaryzm cieszy się znacznie lepszą opinią
niż nazizm. Współczesna Rosja, a także państwa
europejskie, woli pamiętać tylko o okresie wspólnej
walki z Hitlerem. Uroczystości upamiętniające rocznicę
zakończenia II wojny światowej zorganizowane przez
Władimira Putina w 2005 roku pokazały, że dla władz
Rosji Polska może być aliantem tylko w wersji z
(odznaczonym) Wojciechem Jaruzelskim w roli głównej.
Tymczasem Katyń przypomina wstydliwe wydarzenia; pakt
Ribbentrop-Mołotow, wojnę 1920 roku, której polscy
bohaterowie zostali zamordowani w 1940 roku, oraz
polityczne powody, dla których Stalin mógł zainstalować
w powojennej Polsce komunistyczną władzę. W końcu to na
wieść o próbach wyjaśnienia przez polski rząd w Londynie
prawdy o odkrytych przez Niemców grobach naszych
oficerów Stalin zerwał z nim stosunki. A rządy państw
sojuszniczych nalegały, by do sprawy Katynia nie wracać
i pozwoliły, by po wojnie zbrodnia pozostała bezkarna, a
prawda o niej jedynie prywatna i nieoficjalna.
Tę wiedzę liczne społeczeństwa "starej Unii"
niechętnie wprowadzają do europejskiej pamięci. Ostatnim
(niejedynym) przykładem jest wstępne porozumienie 27
ministrów sprawiedliwości UE z 19 kwietnia w sprawie
negowania zbrodni przeciw ludzkości, które nie obejmuje
zbrodni komunistycznych.
Małym krokiem do przodu jest zobowiązanie Komisji
Europejskiej do przygotowania propozycji rozwiązania
uwzględniającego zbrodnie komunizmu. Nie jest to rzecz
bez znaczenia, jak mogłoby się wydawać ludziom
"zorientowanym na przyszłość". Ostatnie debaty Polaków i
Niemców toczone przy okazji konferencji "Powstanie
warszawskie w kontekście stosunków polsko-niemieckich"
pokazały, że Niemcy najchętniej opowiadają sobie II
wojnę światową jako historię zbrodni popełnionych przez
"nacjonalizm", Polacy zaś wolą odwoływać się do
kategorii totalitaryzmu w niemieckim i sowieckim
wydaniu.
Naszym zdaniem doświadczenie XX wieku uczy
ostrożności wobec wszystkich totalnych ideologii, w
zderzeniu z którymi jednostki i narody bywają bezsilne i
bezradne. Niemcy zdają się koncentrować na nacjonalizmie
jako źródle wszelkiego zła. My zaś wiemy, że zbrodnie
popełniano nie tylko pod tym sztandarem.
Papierek lakmusowy
Zbrodnia katyńska ma jednak także swoje szczególne,
totalitarne oblicze. Jest symbolem wieloletniego,
skutecznego, sprawnie zorganizowanego politycznego
kłamstwa, dla propagowania którego użyto środków
technicznych, wielu fałszywych dokumentów, świadków, a
nawet niewyjaśnionych do dziś zbrodni ("Dokumenty
zbrodni", t.4. "Echa Katynia" 2006).
W PRL twórcom nakazywano milczenie, a mediom
umiejętne wprowadzanie opinii publicznej w błąd. To
polityczne kłamstwo trwało 47 lat, aż do 1992 roku, gdy
prezydent Borys Jelcyn przekazał Polsce kopie decyzji
Biura Politycznego KC KPZR, podpisaną przez Stalina,
Woroszyłowa, Mołotowa, Mikojana, Kalinina i Kaganowicza,
akceptującą sugestie Ławrientija Berii, by
"nierokujących nadziei poprawy" polskich jeńców
wojennych i więźniów rozstrzelać. To pewnie przypadek,
ale decyzja Naczelnej Prokuratury Wojskowej Rosji
oznajmiająca o zamknięciu śledztwa w sprawie Katynia
także nosi datę 5 marca, tyle że nie 1940, ale 2005
roku.
W otwierającym wrześniowy numer "Kultury" z 1987 roku
artykule "Usta pełne gliny, głos stłumiony piaskiem"
Tymoteusz Klempski pisał: "W epoce stalinizmu, jeden z
"pryszczatych" napisał mniej więcej tak? "Zapytaj o
Katyń, a będziesz wiedział, z kim mówisz: przyjacielem
czy wrogiem". W ten sposób te zbiorowe mogiły
pomordowanych rodaków stawały się papierkiem lakmusowym
światopoglądowej prawowierności. Zgoda na prymitywne
kłamstwo bywała rękojmią lojalności" (s. 5).
Ten mechanizm działał jednak w obie strony. Dla wielu
ludzi, nie tylko politycznych i patriotycznych elit,
lecz także inżynierów, lekarzy, nauczycieli i
niekoniecznie posiadających wyższe wykształcenie
zwykłych ludzi kłamstwo katyńskie stanowiło
nieprzekraczalną barierę. Ani "praca w służbie polskich
robotników i chłopów", ani poparcie Gomułki po 1956 roku
czy Gierka po 1970 roku nie były możliwe tak długo, jak
długo władza kłamała na temat Katynia.
Prosta decyzja zapisania się do PZPR, także wtedy,
gdy już potępiono stalinizm i gdy można było raz na trzy
lata wyjechać "maluchem na Zachód" z promesą na 70
dolarów była wykluczona, ponieważ oznaczało to cichą
akceptację katyńskiego kłamstwa. Papierek lakmusowy
działał - z jednej strony pomógł Stalinowi zainstalować
w Polsce niechciane władze, z drugiej sprawił, że
komunistyczne elity były w Polsce, jak sądzę, najgorsze
z możliwych. Wielu uczciwych i mądrych ludzi,
szczególnie tych, dla których wojna zaczęła się na
wschodzie wraz z sowiecką okupacją, nie potrafiło w tej
sprawie kłamać.
Autor wspomnianego artykułu w "Kulturze" zwraca
uwagę, że odkąd na czele komisji w sprawie Katynia
stanął Kazimierz Kąkol, kierownik Urzędu ds. Wyznań, nie
ma świadectw literackich tej zbrodni, poza twórczością
Włodzimierza Odojewskiego, aluzyjnym wierszem Bułata
Okudżawy i świadectwem Józefa Mackiewicza.
Minęło kolejnych 20 lat i obok wierszy mało znanych
poetów są "Guziki" Zbigniewa Herberta, "Kolęda katyńska"
Kazimiery Iłłakowiczówny, powieść "Milczący niepokonani.
Opowieść katyńska" Odojewskiego oraz nieznany jeszcze
najnowszy film Andrzeja Wajdy. To mało, tym bardziej że
świadectwo Mackiewicza nadal nie jest powszechnie
dostępne.
To kłamstwo jest rzeczywiście wyjątkowe, a jego
konsekwencje trwają w naszej świadomości dłużej niż
struktury władzy, które je głosiły i podtrzymywały. Ale
trzeba też zauważyć zmiany, z których najważniejsze
zdaje się zainteresowanie tą zbrodnią wśród Rosjan. W
2007 roku wyszła książka Władimira Abarinowa "Oprawcy z
Katynia" - napisana już na emigracji w USA.
Dlaczego musimy pamiętać
Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego warto o
Katyniu mówić, pisać i pamiętać. Przede wszystkim
dlatego, że nikt poza nami tego nie zrobi.
Wiedza o Katyniu jest potrzebna Europejczykom, bo jej
konsekwencje w paradoksalny sposób wciąż mogą mieć wpływ
na politykę Rosja - UE. Sygnałem, iż władze Rosji mają z
tą zbrodnią problem, jest uznanie przez Naczelną
Prokuraturę Wojskową Rosji, że było to "przestępstwo
pospolite" i "nadużycie władzy wyższego dowództwa Armii
Czerwonej" (11 III 2005). Polityka europejska prowadzona
przez Unię Europejska wobec Rosji nie może być oparta na
fałszywych przesłankach.
Musimy pamiętać o Katyniu, bo nie jest to tylko
miejsce pochowania tysięcy polskich oficerów, lecz
symbol postawy, której w powojennej Polsce - nie tylko
przed 1989 rokiem, lecz także po nim - bardzo nam
brakowało. To przypomina słowa Jana Pawła II wygłoszone
w polskim Sejmie, gdy mówił nam, że demokracja
pozbawiona wartości może przekształcić się w jawny lub
ukryty totalitaryzm.
Sondaż OBOP pokazuje, że sprawa Katynia dowodzi siły
republikańskiego społeczeństwa, które okazało się
bardziej skuteczne od systemowej propagandy, nawet w tak
beznadziejnej sytuacji, jak czasy, gdy szkoła i media
kłamały, a obywatele musieli milczeć w przestrzeni
publicznej. Oto okazało się, że rodzinny przekaz może
zastąpić i szkołę, i struktury państwa, jeśli oczywiście
rodzina jest czymś więcej niż tylko gospodarstwem
domowym, jak ostatnio sugerują podręczniki socjologii.
Z tego sondażu dowiedzieliśmy się też, że zdaniem 73
proc. Polaków ukrywanie przez władze PRL prawdy o
Katyniu miało duży wpływ na łamanie zasad moralnych w
życiu publicznym powojennej Polski. Może właśnie dlatego
o tej zbrodni i wszystkim, co się z nią wiąże,
powinniśmy pamiętać w sposób szczególny.
Barbara
Fedyszak-Radziejowska
|