www.remuszko.pl Raj

Historia biznesowo-romantyczna

Szukam partnera do raju

[Może też być partnerka, jednak uczciwie uprzedzam, że chodzi o inwestycję, nie o seks. Raj natomiast jest dosłowny. Na Mazurach.]

Nazywam się Stanisław Remuszko, właśnie skończyłem 62 lata, mieszkam w Warszawie, jestem dziennikarzem (emerytem). Całe życie marzyłem, aby na starość przenieść się na ukochane Mazury i tam siedzieć, póki Bóg pozwoli. Taki raj, po długich i żmudnych poszukiwaniach, znalazłem wiosną 2008 roku. Wtedy niespodziewanie zawaliły mi się najważniejsze na świecie sprawy i nagle zostałem sam. Minął dłuższy czas, i niedawno znów przymierzyłem się do tego zakupu. Oto in extenso główny fragment mejla napisanego dwa tygodnie później (09.02.10) do znajomego prezesa banku, który miał dać mi kredyt:

WSzPanie Prezesie,

Proszę, niech Pan nic już nie robi "w sprawie". Ona przestała być aktualna.

W miniony weekend odbyłem bardzo gruntowne (wręcz eschatologiczne...) rozmowy z dwoma najbliższymi druhami, i w ich wyniku uświadomiłem sobie, że nie powinienem kupować tej (ani żadnej) posiadłości. Życie tak mi się źle ułożyło, że w ciągu ostatnich dwóch lat nieoczekiwanie zostałem sam jak palec. Powiedzmy, że kupię, że wszystko rzetelnie spłacę, i za dziesięć lat będę pełnoprawnym właścicielem tego 200-metrowego domu z 2000 m2 ziemi, bez żadnych długów. I co ja wtedy z tym zrobię? Nie mam nikogo, komu móglbym to dać, a za 10 lat albo już nie będę żył, albo będę słabo ruchomy (jestem „po przejściach”). Gdybym miał luźne 100 000 zł OBOK innych funduszy potrzebnych na spokojne przeżycie tych najbliższych 10 lat (choć nigdzie się nie spieszę) wówczas taka inwestycja miałaby ręce i nogi. Ale, jak Pan wie, takiej luźnej forsy nie mam...

Jednak wkrótce potem przyszło mi do głowy, aby jeszcze nie rezygnować i spróbować podejść do sprawy inaczej. Co niniejszym czynię.

Raj jest śródleśną jednohektarową polaną odległą niespełna kilometr od asfaltowej szosy. Raj mieści się w trójkącie Nidzica-Wielbark-Szczytno (od centrum Warszawy niecałe 200 km). Do najbliższego sąsiada jest ponad kilometr (i nigdy nie będzie mniej, bo to samo serce Lasów Państwowych!). Do najbliższej wsi ze sklepem są trzy kilometry. Do najbliższego pływackiego jeziora będzie kilometrów sześć albo siedem, a do najbliższego miasteczka – kilometrów kilkanaście.

Dokładnej lokalizacji mojego raju nie ujawniam z jednego jedynego powodu: żeby mi go ktoś nie podkupił. Raj ów bowiem dla amatorów samotności jest wart każdego grosza. Dla innych jest niewart nic.

Czasu jest raczej mało. Obecni właściciele (mocno starsi państwo) zamierzają wyprowadzić się do rodziny w Poznańskiem jeszcze w tym roku. Chcą sprzedać ten raj za 150 000 zł. Sądzę, że opuszczą do 120 000. Uważam, że to jest darmo. Gdybym miał luźne 120 000 zł (marne 40 000 $ albo 30 000 ), to raj już byłby mój. A gdybym był człowiekiem naprawdę bogatym i zobaczył ten raj na własne oczy – tego samego dnia, notarialnie i na wyprzódki, dałbym właścicielom kwotę dwakroć większą od żądanej, byleby tylko z żadnym Remuszką (i w ogóle z nikim) już nie rozmawiali.

No więc szukam kogoś, kto ma podobne marzenie o raju i odłożone nań pieniądze. Proponuję zawarcie dobrej precyzyjnej obopólnie korzystnej cywilnoprawnej umowy (na pięć lat?), na mocy której ów P.T. Krezus stałby się od razu stuprocentowym posiadaczem tego raju, ale ja też mógłbym z niego jakoś korzystać*.

Jest to możliwe tym bardziej, że ów przedwojenny (więc poniemiecki) murowany solidny dom dzieli się z natury na dwie połowy, z którymi architektonicznie można od ręki zrobić co się chce – od zachowania status quo, poprzez dowolne modyfikacje, aż do połączenia wszystkich pomieszczeń w jedną dużą funkcjonalną całość. Mam świeże (jesień 2009) pisemne ekspertyzy licencjonowanych rzeczoznawców; mówią one, że budynek, wraz z piwnicami i dachem, jest w znakomitym stanie.

Oczywiście może być przy nim mnóstwo do roboty (takiej majsterklepkowej, bez pośpiechu - sama przyjemność!), a na początek trzeba doprowadzić bieżącą wodę z odległej o kilkanaście metrów studni oraz zainstalować szambo i łazienkę. [Notabene, jak mogło tego tam nie być za Niemca (10 lat) i za Polaka (60 lat) – nie rozumiem, ale zaprzyjaźniony inżynier ze Szczytna twierdzi, że szambowoda dziś, to kwestia tygodnia i pięciu tysięcy złotych] Mam wypróbowanego i niedrogiego majstra złotą rączkę (Podlasiak!), który wiosną mógłby tam zamieszkać na trochę i zrobić wszystko co mu się wskaże. Na miejscu jest energetyczna „siła”; jest stacjonarny telefon (więc też kablowy internet!); jest pełny zasięg trzech wielkich sieci komórkowych (nie wiem co z Playem).

Nade wszystko jest tam absolutna cisza, głusza i samotność. Jest tylko stary pusty dom i stary las, zjawiają się zwierzęta małe i duże, stoi ogromna pszczelna lipa i całkiem młody (stuletni?) dąb, rosną fantastyczne grzyby (gdy dobrze popada), w nocy zaś widać zupełnie niemożliwe ilości zupełnie niesamowitych gwiazd...


Stanisław Remuszko

0-22 641-7190
0-504 830-131


_____________________

* To kwestia starannej szczegółowej notarialnej umowy. Mój wkład – poza bezcenną „wiedzą miejscową” – byłby jeszcze cenniejszy: osobiście objąłbym pieczę nad domem jako cieć-rezydent oraz organizowałbym i nadzorował realizację wszelkich prac, których zażyczyłby sobie nowy(a) Pan(i) Właściciel(ka). Uwaga: tam jest jeszcze ogródek i mały sad!

Odwiedzono 1524 razy