www.remuszko.pl Sakiewicz

...Tomasz Prawda Sakiewicz

15.05.07. Jeden z Miłych P.T. Czytelników (pan Grzegorz Hajduk z Krakowa) poinformował mnie iż "na temat Remuszki" publicznie zadano pytanie i udzielono odpowiedzi. Zajrzałem pod wskazany adres, i istotnie, na blogowisku www. salon24. pl z datą 15 kwietnia 2007 i godziną 21:14 widnieje taki oto wpis:

Chciałbym, żeby Pan ustosunkował się do zarzutów Stanisława Remuszki, którego nie muszę pewnie Panu przedstawiać. Pozwoli Pan, że przytoczę dłuższy fragment wypowiedzi Remuszki dotyczący m.in. Pana gazety, aby i niewtajemniczeni mogli się czegoś dowiedzieć (...)

Na co - półtorej godziny później - odpowiedział redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz. Do tego jego głosu zaraz wrócę, ale naprzód chcę wyjaśnić Szanownemu Panu Grzegorzowi, że z wiekiem coraz bardziej żal mi czasu na prostowanie nieprawd i odkręcanie przeinaczeń w wieściach na mój temat, które - z niezrozumiałych dla mnie powodów - coraz częściej ukazują się na internetowych forach (o tej zadziwiającej dynamice wiem od Żony, ona zaś od gugli). Ostatnio zaś w ogóle jestem bardzo zajęty (pracuję nad nową książką). Jednak tym razem zwięźle odpowiem - przez szacunek dla Pana i dla innych Czytelników, przez szacunek dla prawdy i rzeczywistości, a także dlatego, że hucpa tych rozmiarów powinna jednak doczekać się jakiejś publicznej riposty.

Ale na początek - potrójna erystyczna introdukcja.

Po pierwsze, coraz niechętniej zabieram głos w miejscach publicznych, gdyż coraz mniej jest takich publicznych miejsc, w których uczciwy i kulturalny człek mógłby czuć się dobrze i swojsko, a przynajmniej bezpiecznie. Parę lat temu w świętej naiwności odzywałem się pod własnym imieniem i nazwiskiem na forum "Gazety Wyborczej" - do chwili, gdy okazało się (o czym mało kto wie), że to forum jest najzwyklej w świecie cenzurowane. Potem z wiarą pisałem na forum Stowarzyszenia Wolnego Słowa, ale wyniosłem się stamtąd w sekundę, gdy wyszło na jaw, że od czasu do czasu zmienia się ono w taką dawną Ząbkowską [niegdyś na tej osławionej warszawskiej ulicy można było dostać w ryj bez powodu i dlatego porządni ludzie po prostu nie chodzili na Ząbkowską]. W wypadku Sakiewicza, naturalne miejsce polemiki (wspomniane blogowisko) wygląda równie źle. Wprawdzie odnalazłem tam całkiem sporo rozsądnych i dobrze wychowanych ludzi, ale jest też wielu tchórzliwych, pożal się Boże, polemistów-anonimów, których "intelektualnego" towarzystwa nie da się uniknąć. Wśród nich czułbym się, nolens volens, jak wśród meneli pod peerelowską budką z piwem, i po trzeciej wymianie zdań z pewnością cuchnąłbym tak jak oni. A przecież mogę publicznie odezwać się, nie wychodząc ze swojej prywatnej schludnej internetowej fortecy. I tak właśnie niniejszym czynię. My www is my castle.

Po drugie: kłamać nie należy w ogóle (z różnych zasadniczych powodów; ja uważam, że można także z lenistwa), ale powiedzmy tutaj wyraźnie, jakie kłamstwo jest najlepsze (najskuteczniejsze). Otóż najlepsze (najskuteczniejsze) nie jest kłamstwo oczywiste, kłamstwo wprost, kłamstwo w żywe oczy, tylko mieszanina prawdy, półprawdy i ćwierćprawdy z ćwierćkłamstwem, półkłamstwem i kłamstwem. Stosując tę mieszankę, kłamcy zdecydowanie lepiej (skuteczniej) łżą za pomocą tzw. robienia wrażenia niż za pomocą fałszywej siekiery czy pałki.

Po trzecie, trzeba pamiętać, że prostowanie kłamstw zajmuje kilkakrotnie więcej miejsca i czasu niż samo kłamanie (podobnie jak budowa i naprawa zajmuje więcej czasu i pracy niż destrukcja i psucie; dobrym przykładem może być próba usunięcia bez śladu tzw. graffiti ze świeżo otynkowanej ściany).

Przypatrzmy się zatem, - w świetle tych trzech uwag - jak przedstawia się publiczna wypowiedź redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza z 15.04.07 godzina 23:39. Oto blogowy tekst in extenso:

Z Panem Remuszko jest pewien kłopot. Podał do sądu redaktorów naczlenych lub wydawców pism od prawa do lewa. Sądził się za czasów Wierzbickiego, a kiedy chciałem załagodzić z nim konflikt zrobił coś co trudno uznać za gest pojednania. Zaproponowałem mu współpracę i wydrukowanie reklamy jego książki. Napisał tekst w którym wychwalał zmiany zachodzące w Gazecie Polskiej. Nie prosiłem go to ale wydawało mi się, że mogą taki tekst wydrukować. Po publikacji okazało się, że była jeszcze druga część tego tekstu zawierającą totalną krytykę pod moim adresem. Najbardziej nie podało mu się to, że publicznie zaprosiłem do współpracy poprzedniego redaktora naczelnego. Ta częśc tekstu na zlecenie ówczesnego inwestora King&King została rozesłana jedynie do udziałowców, którzy mnie o wszystkim powiadomili. Nie przezkadzała mi krytyka. Niektórzy moi autorzy bardzo często krytykują moje poglądy. Za przekroczenie dobrych obyczajów uważałem fakt, że Remuszko nie będąc związany z Gazetą pisze do udziałowców i bierze udział w grze inwestora przeciwko mnie. Za skandal uznałem fakt, że o dalszej części tekstu dowiedziałem się dopiero od udziałowców. Poinforomowałem czytelników, bardzo lakonicznie o tym, że tekst Remuszki nie był pełny. I co ciekawe podał mnie za to do sądu. Dzisiaj usiłuje za wszelką cenę dotrzeć do klubów Gazety Polskiej i tam reklamować swoją książkę. Robi to z pominięciem redakcji i kierownictwa klubów. Osobiście takich ludzi staram się unikać.

Sakiewicz usiłuje nasamprzód sprawić wrażenie, że Remuszko to jakiś wariat, który od lat ciąga po sądach rzesze Bogu ducha winnych redaktorów naczelnych pism od lewicy do prawicy, dając w ten sposób upust swemu zaciekłemu pieniactwu oraz gorszącej prywacie. Tym samym Sakiewicz starannie ukrywa przed swymi czytelnikami kompromitującą (również go osobiście) prawdę, a ta jest detalicznie opisana w posłowiu do III wydania książki "Gazeta Wyborcza. Początki i okolice" (str. 332-336). oraz w liście otwartym, też zamieszczonym na mojej stronie www.

Przypomnę (a nie poinformowanych przez Sakiewicza powiadomię), że wiosną 2003 roku osiem czołowych polskich pism (w tym "Gazeta Polska"), chroniąc Agorę i Michnika (lub ze strachu przed nimi), odmówiło druku płatnego ogłoszenia, którego treść znajduje się na IV stronie okładki wspomnianej książki.

Te osiem redakcji w czerwcu 2003 pozwałem do sądu, wnosząc o nakazanie druku ocenzurowanej reklamy. Część tych (haniebnych dla polskiej demokracji) procesów o wolność słowa już zakończyła się prawomocnymi wyrokami trybunałów różnych instancji, Sądu Najwyższego nie wyłączając - ale o tym w "Arcypolskiej Gazecie" (która, notabene, proces sromotnie przegrała) jakoś ani mru-mru. Ta medialna cisza, to zapewne skutek patriotycznej troski Tomasza Sakiewicza o jawność naszego życia publicznego oraz wyraz jego głębokiego szacunku dla własnych czytelników. Sakiewicz jest zresztą w dobrym towarzystwie naczelnych cenzorów, tfu, redaktorów - między innymi - "Polityki", "Naszego Dziennika", "Wprost" i "Rzeczpospolitej". Z tą ostatnią gazetą proces jeszcze się nie skończył; o terminie i miejscu finałowej rozprawy nie omieszkam Państwa powiadomić.

Sakiewicz zresztą nie tylko przemilcza, lecz również łże w żywe oczy. Wbrew temu, co pisze, nigdy nie chciał ze mną załagodzić cenzuralnego konfliktu (porządny dziennikarz nie "łagodzi", tylko zaprzestaje cenzurowania). Wbrew temu, co pisze, nigdy nie zaproponował mi żadnej współpracy. Wbrew temu, co pisze, nigdy nie zaproponował mi wydrukowania reklamy zakazanej książki. We wrześniu 2005 podałem Sakiewicza do sądu za coś zupełnie innego niż on mówi: za to mianowicie, że odmówił sprostowania nieprawdy, którą na mój temat zamieścił w "Gazecie Polskiej". Również wbrew temu, co Sakiewicz pisze, bynajmniej nie usiłuję dziś za wszelką cenę dotrzeć do klubów "GP". Owszem, w marcu, kwietniu i maju 2007 wysłałem do ponad pięciu tysięcy adresatów indywidualne mejle z podaniem powyższych linków oraz z prośbą o radę, co robić z bezprecedensowym totalnym medialnym bojkotem mojej książczyny, i wśród tych ponad pięciu tysięcy adresatów znalazło się kilkanaście klubów "Gazety Polskiej", których mejlowe adresy ów tygodnik wyraziście zamieszcza na swoich łamach - czyż nie dla nawiązania i ułatwienia kontaktu?

Pozostałe prawdy w wersji Tomasza Sakiewicza zechcą już Państwo obejrzeć sobie sami (jeśli ktoś jest zainteresowany), i w tym celu podaję niżej linki do wszystkich moich dokumentów z procesu z tym panem (polecam zwłaszcza załącznik numer 6). Aha, Sakiewicz ten proces w pierwszej instancji też przerżnął - i też o tym "zapomniał" poinformować. Może zrobi to po apelacji?

Na koniec: w bieżącym stuleciu z Tomaszem Sakiewiczem rozmawiałem (kilkadziesiąt sekund) jeden jedyny raz: wiosną 2003 roku, gdy, jako zastępca Piotra Wierzbickiego, przekazał mi jego cenzorską decyzję o odmowie druku wspomnianej płatnej reklamy. Tej częstości i intensywności naszych "spotkań" wolałbym nie zwiększać.

Pana Grzegorza oraz Kraków pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)

Stanisław Remuszko

Pozew

Załącznik nr 1

Załącznik nr 2

Załącznik nr 3

Załącznik nr 4

Załącznik nr 5

Załącznik nr 6

Odwiedzono 1801 razy