www.remuszko.pl Stan wojenny


XXX rocznica stanu wojennego


Rozmowa z gen. Czesławem Kiszczakiem

(...)

Panie Generale, dlaczego został wprowadzony stan wojenny?

- Po blisko półtorarocznych strajkach, gospodarka kraju była bliska ruinie. Gwałtownie spadała produkcja dóbr rynkowych i przemysłowych, bardzo niebezpiecznie zwiększał się wypływ pieniędzy bez pokrycia. Sklepy były puste, magazyny opróżnione, a opozycja oskarżała władze że ukrywają towary. Organizowano marsze głodnych puszystych pań. Kraje socjalistyczne usztywniły swoje stanowisko w sprawie handlu z Polską. Związek Radziecki jesienią 1981 roku zapowiedział radykalne zmniejszenie dostaw ropy naftowej i gazu do Polski, co przy spadku wydobycia węgla o 38 milionów ton, przy mroźnej zimie, groziło Polsce klęską biologiczną. Rozchwiała się dyscyplina społeczna, gwałtownie rosła przestępczość i malała wykrywalność.

Historia nie zna takiego przypadku, aby duży europejski kraj przez półtora roku był targany nieustannymi strajkami z powodu i bez powodu, aby walka polityczna odbywała się w zakładach pracy, aby nagminnie łamano prawo, a anarchia nasilała się i rozprzestrzeniała na niemal wszystkie dziedziny życia. Nawet gdyby nie było groźby wejścia wojsk Układu Warszawskiego, to postępujący gwałtownie rozpad państwa, ruina gospodarki i bierność władzy w pełni uzasadniały potrzebę wprowadzenia stanu wojennego.

Na 17 grudnia 1981 opozycja zaplanowała ogromny wiec w Warszawie i kilku innych miastach, co miało być sygnałem do siłowego przejęcia władzy. Wcześniej spowodowano atak na Wyższą Szkołę Pożarniczą podległą MSW, docierano do jednostek wojskowych, namawiając do nieposłuszeństwa. Gdy zatrzymano pracownika Generalnej Prokuratury za wyniesienie tajnych dokumentów, „Solidarność” zagroziła w jego obronie ogólnokrajowym strajkiem generalnym. Zwolniono go. Odbiór tego faktu był jednoznaczny - wyprotestować w Polsce można wszystko.

Zarazem narastały różnorodne naciski sojuszników na Polskę. Polscy przywódcy nie byli w stanie określić, czy te naciski nie przerodzą się w interwencję. Czuliśmy, że są granice, których przekroczenie otworzy drogę do działań zbrojnych. Bardzo dobrze pamiętaliśmy o „braterskiej pomocy” w Berlinie i na Węgrzech, w Czechosłowacji i w Afganistanie.

Wprowadzenie stanu wojennego było zgodne z podpisanym przez Polskę Międzynarodowym Paktem Praw Człowieka i jego artykułem nr 4. Pakt ten dopuszcza wprowadzenie stanu wyjątkowego w takiej sytuacji, w jakiej była Polska pod koniec 1981 roku. Dopuszcza ograniczenie szeregu praw obywatelskich.

A obawa przed wojną domową?

- Obawa przed wybuchem wojny domowej była bardzo realna. Mieliśmy na uwadze zwłaszcza doświadczenia Węgier, gdzie wojna domowa rozpoczęła się od pokojowej demonstracji nieuzbrojonego tłumu przed pomnikiem gen. Bema. Pamiętaliśmy o tragicznym żniwie w postaci tysięcy ofiar, o tysiącach uciekinierów, o gruzach Budapesztu. Pamiętaliśmy o późniejszych rozprawach sądowych, o skazaniu na śmierć premiera Imre Nagy, generała Maletera i ich kolegów.

Mieliśmy własne doświadczenia, z Poznania 1956 roku, gdzie tłum szybko zdobył broń i doszło do tragedii. Nie zapomnieliśmy o wydarzeniach na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, gdzie strajkujący też mogli wejść w posiadanie broni, w tym ciężkiej.

Pamiętaliśmy o wojnie domowej w Hiszpanii, która spowodowała wielką liczbę zabitych i rannych. Zniszczono miasta, domy, fabryki i kościoły. Tylko w lecie 1936 roku zamordowano 13 biskupów, 4184 księży, 2365 zakonników i 283 zakonnice. Według opinii historyków, wojna domowa jest najgorszą z wojen. Poczucie krzywd przenosi się z pokolenia na pokolenie. Ja pamiętałem o elementach wojny domowej w Polsce w drugiej połowie lat czterdziestych.

Wróćmy do wspomnianych „sojuszniczych nacisków”. Jakoś nie odnaleziono dotąd żadnych dokumentów, które wskazywałyby na plany radzieckiej interwencji pod koniec 1981 roku...

- Myli się pan. Znaleziono i opublikowano takie dokumenty na terenie byłej Czechosłowacji i NRD. A co się tyczy ZSRR, to do interwencji w Polsce z całą pewnością przygotowywały się wydzielone siły Armii Radzieckiej, szczególnie Północna Grupa Wojsk w Legnicy, a także wyspecjalizowane siły KGB. I choć rzeczywiście w Moskwie nie ujawniono na ten temat żadnych archiwalnych materiałów, to jest wiele wypowiedzi wysokiej rangi generałów i oficerów radzieckich, którzy opisują, jak przygotowywano wojska do wejścia do Polski. Jak w przebraniu przyjeżdżali do Polski i rozpoznawali obiekty, które mieli opanować. Wielu wybitnych zachodnich polityków nie ma co do tego cienia wątpliwości. A na konferencji w Jachrance w dniach 8-10 listopada 1997 roku, poświęconej polskim wydarzeniom lat 1980-1982, służby USA ujawniły część swoich danych wywiadowczych, z których wynikało, że takie zagrożenie pod koniec 1981 roku było jak najbardziej realne.

Dlaczego dekret Rady Państwa o wprowadzeniu stanu wojennego nosi datę 12 grudnia 1981, skoro głosowanie w tej sprawie odbyło się po godzinie pierwszej w nocy 13 grudnia?

- Żeby usankcjonować działania MSW i wojska, które rozpoczęły się nieco wcześniej. Artykuł 61 tego dekretu wyraźnie mówi, że obowiązuje on od chwili jego uchwalenia, czyli od 12 grudnia 1981.

Kto podjął merytoryczną decyzję, którą potem Rada Państwa tylko formalnie zatwierdziła? Samotny generał Jaruzelski? Kto ponosi największą osobistą odpowiedzialność - przed Narodem i Historią - za to „mniejsze zło”?

- Tu się różnimy w ocenie stanu wojennego. W moim najgłębszym przekonaniu był to krok, który uratował Polskę przed kolejną tragedią narodową. Przed typowo polskim: „byle zacząć powstanie, a potem jakoś to będzie”. Jakoś by było. Z tysiącami nieboszczyków.

Sprawy związane z planowaniem stanu wojennego generał Jaruzelski uzgadniał z wysokimi funkcjonariuszami Komitetu Centralnego PZPR: Mirosławem Milewskim, Stefanem Olszowskim, Kazimierzem Barcikowskim, z wicepremierem Mieczysławem Rakowskim i paroma innymi osobami. Kilka merytorycznych rozmów przeprowadził także z Przewodniczącym Rady Państwa profesorem Henrykiem Jabłońskim, uzyskując jego zapewnienie o uchwaleniu wprowadzenia stanu wojennego. Wiem na pewno o rozmowie w dniu 8 grudnia 1981; zakładam, że rozmawiali również 12 grudnia. Ja byłem zwolennikiem wprowadzenia stanu wojennego o jedną dobę wcześniej - nie z soboty na niedzielę, lecz z piątku na sobotę. Chodziło mi o to, ażeby przez weekend społeczeństwo miało więcej czasu na ochłonięcie.

Ostateczną merytoryczną decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego podjęli w gabinecie prezesa Rady Ministrów czterej generałowie - szef rządu i zarazem minister Obrony Narodowej Wojciech Jaruzelski, szef Sztabu Generalnego WP Florian Siwicki, minister Spraw Wewnętrznych Czesław Kiszczak oraz szef Urzędu Rady Ministrów Michał Janiszewski. W sobotę 12 grudnia rano premier zarządził odprawę w tym gronie, na której przedstawiono krótkie rzeczowe informacje o sytuacji w partii i w państwie, w wojsku i w MSW, oraz wnioski. Wszyscy byliśmy zgodni, że dalej ciągnąć sprawy nie możemy, że trzeba wprowadzić stan wojenny. Postawiłem warunek, że MSW musi mieć zgodę najpóźniej do godziny drugiej po południu. Tyle czasu potrzeba mi było na uruchomienie działań 49 komend wojewódzkich MO i ogniw centralnych.

Około godziny 13.50 zadzwonił do mnie generał Jaruzelski, któremu zameldowałem o nie rokujących żadnych nadziei na porozumienie „wojennych” nastrojach w Stoczni Gdańskiej, gdzie obradowało najwyższe gremium „Solidarności”. Jaruzelski zezwolił na rozpoczęcie akcji. Zaraz zatelefonował do generałów Siwickiego i Janiszewskiego oraz uruchomił działania na Radę Państwa.

Czy ma Pan świadomość, że w grudniu 1981 roku uczestniczył Pan w - cytuję Instytut Pamięci Narodowej - „zorganizowanym związku przestępczym o charakterze zbrojnym”?

- To bzdura. Moje działania były w pełni zgodne z prawem, zgodne z Konstytucją. Mówienie, że stan wojenny był nielegalny jest nieporozumieniem.

Stan wojenny mogła wprowadzić wyłącznie Rada Państwa i wprowadziła go w oparciu o własne rozpoznanie stanu zagrożenia wewnętrznego i zewnętrznego. Każdy członek Rady głosował jak chciał. Ryszard Reiff był przeciwny, profesor Jan Szczepański wstrzymał się od głosu, pozostali byli za. Nieobecni podpisali się z własnej woli w dniach następnych, co miało już tylko znaczenie symboliczne.

Owszem, do uchwały o stanie wojennym nie było rozporządzeń wykonawczych. Uchwaliła je Rada Państwa, czego, według Konstytucji, czynić nie powinna. Z tego powodu Sejm w dniu 25 stycznia 1982 zatwierdził wszystkie te akty prawne Rady Państwa nie jakąś porządkową uchwałą, lecz specjalną ustawą. A dziewięć lat później Sąd Najwyższy - w wyroku z 27 września 1990 - dał wykładnię, że ściganie i karanie w oparciu o dekrety może mieć miejsce dopiero od daty ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw, a więc od 17 grudnia 1981. Dlatego też wiele wyroków anulowano

W latach dziewięćdziesiątych specjalna komisja sejmowa przez dwie kadencje badała zasadność wprowadzenia stanu wojennego. Gromadzono dokumenty w kraju i za granicą, słuchano świadków. Sejm uchwałą z 23 października 1996 orzekł w końcu, że wprowadzenie stanu wojennego było uzasadnione stanem wyższej konieczności. Członków Rady Państwa i byłych członków WRON od winy uwolnił. Nie ma żadnych nowych dowodów, które by uzasadniały podjęcie tej sprawy ponownie przez IPN. Powaga Sejmu oraz powaga rzeczy osądzonych wymagają, ażeby te najwyższe decyzje-wyroki były respektowane.

(...)

*          *          *

(grudzień 2011)

Panie Generale, mija trzydzieści lat od wprowadzenia stanu wojennego. Czy zechciałby Pan ocenić tamto wydarzenie z dzisiejszej perspektywy?

- Nie zechciałbym. Mam 86 lat, jestem stary, chory i zmęczony. Co miałem do powiedzenia – powiedziałem, i zostało to w paru miejscach wydrukowane. Również pan zrobił ze mną wywiad, także na ten temat, bodaj pięć lat temu.

A nie zmienił Pan stanowiska od tamtego czasu?

- Nie tylko nie zmieniłem, lecz jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że wtedy, w grudniu 1981 roku, postąpiliśmy słusznie. Uratowaliśmy Polskę od katastrofy.


Cały wywiad znajduje się na stronach 313-324 trzeciego wydania książki „Gazeta Wyborcza. Początki i okolice”, którą można kupić

ALBO w sławnej warszawskiej księgarni „Prus
przy Krakowskim Przedmieściu (naprzeciw Uniwersytetu),

ALBO u autora



Odwiedzono 213 razy