www.remuszko.pl Wybory 2011

Tydzień przed wyborami '2011

To nie jest moja porada/sugestia/wskazówka dla kogokolwiek. To także nie jest analiza publicystyczna problemu. To jest krótka i wakacyjna (ukochane złotojesienne Mazury!) opowieść o tym, na kogo ja, Stanisław Remuszko, będę głosował za tydzień, a zwłaszcza dlaczego nie na kogo innego.

Uważam zatem, po pierwsze, że w ciągu prawie 22 lat, które minęły od opatrznościowego Okrągłego Stołu, polska gospodarka rozwinęła się nad podziw, a inne polskie sprawy raczej zmierzają w dobrym kierunku, i to zarówno w planie wewnętrznym, jak i międzynarodowym.

Uważam, po drugie, że sondaże się nie mylą co do generaliów. 9 października 2011 wybory parlamentarne wygra z dużą przewagą Platforma Obywatelska przed Prawem i Sprawiedliwością, a obie te partie wezmą pospołu około trzech czwartych ważnie oddanych głosów.

Uważam, po trzecie, że nasza dwudziestodwuletnia demokracja jest już na tyle dojrzała i silna, że od elekcyjnego triumfu PiS mogłaby tylko się przeziębić, a od wyborczego zwycięstwa PSL, PJN czy nawet SLD (gdyby takie było możliwe) co najwyżej przechorowałaby grypę. Z takiej diagnozy płynie dodatkowy komfort: tym razem już nie muszę mieć rzymskiej duszy (jak pan Skrzetuski), czyli nie muszę kierować się wyłącznie ogólnopatriotycznym rozumem i sumieniem, lecz mogę uwzględnić również swoje prywatne preferencje intelektualne i osobowościowe podług zasady: de gustibus non disputandum est.

Uważam, po czwarte (i ostatnie), że - mimo tej ustabilizowanej bezpiecznej sytuacji - obecność przy urnie nadal jest moim zwyczajnym obywatelskim obowiązkiem.

Przeczytali Państwo? To proszę teraz się skupić:

Parę lat temu w "Gazecie Polskiej" ukazał się obszerny artykuł, którego autorka solennie przekonywała, że losowania lotto mogą być nieuczciwe. Losowania lotto? Tak, te losowania na żywo, obserwowane przez miliony telewidzów nieświadomych manipulacji, które szykuje im szajka/klika przebiegłych oszustów aby zarobić milionowe krocie na przestępczym procederze podstępnego fałszowania wyników.

Że to bzdury? No właśnie...

10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem wydarzyła się straszna narodowa katastrofa, w której zginął prezydent RP i prawie stu innych państwowych dostojników. Bardzo szybko pojawiły się liczne wyjaśnienia okoliczności tego wypadku: zamach, wąwóz, spisek, kontrolerzy, sztuczna mgła, czarne skrzynki, dobijanie rannych, hel, operacja KGB/GRU, filmiki, nagrania, przecieki - a wszystko to powtarzały ze zgrozą i smakiem rzesze dorosłych ludzi przy aprobującym basowaniu wielu polityków.

Że to bzdury? No właśnie...

Dziennik "Rzeczpospolita", który kiedyś uchodził za pismo obiektywne i miarodajne, od dłuższego czasu kreuje wizję Polski-nieszczęścia (jeśli przesadzam, to tylko dla uwypuklenia proporcji). Istniejemy jako państwo jedynie dzięki dokonaniom poprzedniej ekipy lub/i przejadanym miliardom unijnych dotacji lub/i przez przypadek. Złotówka się stacza, gospodarka robi bokami, kryzys za progiem; upada szkolnictwo, ginie służba zdrowia, kona nauka; kneblują wolne słowo oraz prześladują krzyż; na forum międzynarodowym - same blamaże, wpadki i porażki; rząd nie robi nic, a jeśli już, to niszczy jeno i psuje*.

Że to bzdury? No właśnie...

Niestety, wszystko to, pomnożone przez sto albo i tysiąc, dotyczy Prawa i Sprawiedliwości - jego prominentnych postaci oraz życzliwych mu środowisk i mediów. Mówię: "niestety" ze szczerym żalem, ponieważ ostatnimi laty wytrwale głosowałem na to ugrupowanie, o czym świadczą archiwalne wpisy (1, 2 i 3, ale radzę nasamprzód doczytać niniejszy tekst do końca).

Zdaje się, że PiS to mój trzeci życiowy zawód miłosny w odniesieniu do polityki. Naprzód rozczarowałem się do Adama Michnika (niepojęta przemiana po Okrągłym Stole), potem do Lecha Wałęsy (dobry przywódca "Solidarności" i zły prezydent państwa), teraz zaś przyszła pora na Jarosława Kaczyńskiego**. Chodzi mi zresztą mniej o osobę, a bardziej o całą formację i jej zwolenników.

Ludzie ci postrzegają realia mocno inaczej niż ja. Rzeczy niemożliwe bywają dla nich możliwe; rzeczy mało prawdopodobne - prawie pewne; kilogramy, metry, sekundy i liczby, a także dokumenty, zdjęcia, nazwiska, fakty i daty oraz żelazne związki przyczynowo-skutkowe nie są dla nich argumentem ważniejszym od intuicji, przeświadczenia, wiary i uczuć; wszystko jest zazwyczaj czarne albo białe oraz przeważnie jednorodne (rzadko łaciate); z przeciwnikiem nie wolno się układać, lecz trzeba go zabić.

Takie właśnie są intelektualne i osobowościowe statystyczne cechy sporej części moich Rodaków. Nie jestem socjologiem, lecz przypuszczam, że podobne grupy - psychologicznie dość wyraziste, bo na ogół swój ciągnie do swego - są normalną częścią każdego społeczeństwa, i tylko różny bywa ich odsetek (5%? 15%? 25%?) w populacjach różnych krajów o różnej historii. Nie ma z czego się cieszyć ani na co się gniewać. Taka jest natura rzeczy. To jest mój Naród. Innego nie mam i nie będę miał. Podobnie jak zasadniczo innej demokracji***.

Jednak naród narodem, demokracja demokracją, ale bliższych znajomych (nie mówiąc o osobistych przyjaciołach czy doradcach finansowych) wciąż dobieramy sobie wyłącznie według prywatnych wrażeń i upodobań. Dlatego w najbliższą niedzielę pięcioprzymiotnikowo zrobię dwie rzeczy:

Wobec Prawa i Sprawiedliwości wyrażę swoją obywatelską dezaprobatę. Wizję przeszłości, teraźniejszości i przyszłości mojej Ojczyzny/świata, kreśloną przez "Gazetę Polską", "Rzeczpospolitą" czy "Nasz Dziennik" oraz głoszoną przez większość posłów i senatorów PiS uważam za niezgodną z realiami tak bardzo, że jej wsparcie przy urnie urażałoby mój wzrok, mój umysł i moją godność. Tym ludziom wolę nie powierzać losów mojego państwa nawet na cztery lata.

Zagłosuję na kogoś innego. Na kogo?

Pierwszy raz przyszło mi to do głowy dziewięć miesięcy temu. Dziś tamtą opinię, wtedy spontaniczną i wyrażoną dość przypadkowo, podtrzymuję z namysłem i przekonaniem.

Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem, a wszystkim Polkom i Polakom życzę najbliższej niedzieli chłodnej, słonecznej i bezwietrznej :-)

(02.10.11)

Stanisław Remuszko

*Kto nie wierzy, niech sam sprawdzi - za darmo w sieci lub za 3 zł w kiosku - co piszą autorzy, redaktorzy i blogerzy tak onegdaj wyważonej "Rzepy"; osobiście polecam moich ulubieńców: Ziemkiewicza, Wildsteina, katarynę i - ze szczególną satysfakcją - odredakcyjnych komentatorów anonimowych...

**Jarosław Kaczyński zaciągnął u mnie (i u milionów pozostałych swoich wyborców) obywatelski dług moralny, zwany także kredytem zaufania, lecz nigdy go nie rozliczył (nigdy oficjalnie nie wyjaśnił, czemu musiał zwinąć interes w 2007 roku). To jest zarzut obiektywny. Subiektywnie zaś: do dziś nie pojmuję, czemu, jako szef politycznego przedsięwzięcia, wyrzucił z pracy bezcennych fachowców tej miary, co Marcinkiewicz, Sikorski, Dorn...

***Jeśli tej demokracji dobrze się przyjrzeć, to widać, że jest ona sama w sobie niepoprawna politycznie, bo Ustawa Zasadnicza zakazuje dyskryminacji ze względu na cokolwiek - czymże zaś są nasze wybory powszechne, jeśli nie demonstracyjnym i sprawczym (!) preferowaniem jednych orientacji (przepraszam za słowo) oraz bezwzględnym wykluczaniem orientacji innych (próg 5%)?

Odwiedzono 2891 razy