www.remuszko.pl 07.02.08

Czwartek 7 lutego 2008, godzina 10:00

(zaproszenie)


            Mili i Szanowni Państwo,
            Uprzejmie zapraszam wszystkich - a P.T. Koleżanki i Kolegów dziennikarzy, publicystów i wydawców szczególnie gorąco - do sali numer 2 warszawskiego Sądu Apelacyjnego przy Placu Krasińskich, gdzie w najbliższy czwartek 7 lutego 2008 o godzinie 10:00 nastąpi publiczny finał pięcioletniego procesu sądowego Remuszko przeciwko "Rzeczpospolitej" (et consortes) o wolność słowa
             To wszystko wygląda wprost niewiarygodnie i nie powinno się zdarzyć w Polsce od kilkunastu lat niepodległej i demokratycznej, w której zniesiono peerelowską cenzurę - no, ale się zdarzyło. Co gorsza, media nadal nie informują o tym opinii społecznej. Kto oprócz "Rzeczpospolitej" został oskarżony przed sądem o cenzurowanie? Między innymi "Gazeta Polska", "Wprost", "Polityka" i "Nasz Dziennik". Czy Państwo słyszeli coś o sensacyjnie zakończonych procesach z tymi redakcjami? Nic a nic? No właśnie...
            Didaskalia podane są między innymi tutaj, ustrojowa zaś argumentacja  tutaj - ale ponieważ w dobie internetu lenistwo czytelników zwiększyło się niebywale, oto zwięzłe streszczenie skrótu tej niesłychanej nistorii:

  W marcu 2003, gdy Agora "Wyborcza" i Michnik byli u szczytu potęgi, "Rzeczpospolita" (i  siedem  innych czołowych pism) odmówiła druku niewinnego płatnego ogłoszenia, które informowało o ukazaniu się mojej krytycznej książki o narodzinach "Gazety Wyborczej". Jak wyglądał ten inserat? Ano tak. 
              Żebym wiedział, ile to będzie mnie kosztowało czasu, nerwów i pieniędzy, to bym tego nie zrobił, ale nie wiedziałem, i  w warszawskim Sądzie Okręgowym złożyłem osiem jednobrzmiących pozwów, żądając sądowego nakazu publikacji ocenzurowanej reklamy. Zarazem wystąpiłem do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Rady Etyki Mediów, Koleżeńskiego Sądu, Fundacji Helsińskiej, Rzecznika Praw Obywatelskich i może nawet do wszystkich świętych - z prośbą o interwencję w obronie wolności słowa.
            Matko Boska, co zaczęło się dziać!
            Tutaj tego nie opowiem, ale mam zupełnie fantastyczny materiał na nową książkę, w zasadzie gotowy gotowiec, tylko trzeba obrobić, żeby czytało się smacznie i potoczyście. Będą gołe cytaty, będzie po nazwiskach i będzie bez litości, a jako mały przykład podam, że - uwaga, uwaga - negatywne treści na temat Adama Michnika redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz wydawcy tej gazety Agory S.A. są sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, co 26 września 2005 czarno na białym (tymi słowami!) orzekł w pisemnym wyroku Wysoki Sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej (sygn. III C 1225, sędzia przewodnicząca Agnieszka Matlak). Jeszcze lepsze są pisemne odpowiedzi REM, RPO, KH oraz SDP (wprost wierzyć się nie chce!), i w nowej książce z przyjemnością przytoczę je in extenso wraz z detalicznymi personaliami, ale teraz proszę o cierpliwość.
            Co stało się przez te pięć sądowo-prasowych lat? Na świecie pojawiły się nowe państwa, weszliśmy do Unii Europejskiej, zatarły się międzynarodowe granice, w Polsce oddano władzę z lewa (SLD) i z prawa (PiS), upadły niektóre tytuły i pojawiły się nowe,  poumierali ważni medialni ludzie, zmieniły się linie redakcyjne i redaktorzy naczelni, mi zaś udało się właśnie skończyć sześćdziesiątkę Lecz sądowy spór o cenzurowanie pozostał - ipso facto - nierozstrzygnięty.   Choć po kilkudziesięciu rozprawach w różnych instancjach, Sądu Najwyższego nie wyłączając, stan meczu między Remuszką a resztą medialnego świata wynosi dziś prawomocne 3:2 dla Remuszki, to jednak kluczowy wyrok naszej Nierychliwej Sprawiedliwości zapadnie dopiero w czwartek 7 lutego. 
            Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem :-)

  Stanisław Remuszko 

Warszawa, 30 stycznia 2008

P.S.
Po pierwsze, to jest rozprawa jawna, ogólnodostępna i obserwować ją może każdy, kto ma na to ochotę.
Po drugie, będę wdzięczny za "podanie dalej" niniejszej wieści (zwłaszcza w środowisku medialnym),  gdyż jest niemal pewne, że - w imię brzydkiego niepisanego Porozumienia Ponad Podziałami - czołowe redakcje raczej przemilczą niż nagłośnią temat, który zagraża ich pozycji i wizerunkowi.
Po trzecie, jeśli ktoś z Koleżeństwa (po klawiaturze, mikrofonie lub kamerze) chciałby ze mną skontaktować się przed czwartkową rozprawą - oto moje prywatne numery telefonów i adres mejlowy. 

   

Wynik

Szanowni Państwo, Mili Internetowi Korespondencyjni Kibice, dobry wieczór
Nie bardzo mam już dzisiaj ochotę na cokolwiek (chyba że na porządny łyk czegoś mocniejszego!), ale bez przekazania Państwu zwięzłej informacji czułbym się jeszcze gorzej.
Proces przegrałem z kretesem.
W króciutkim ustnym uzasadnieniu sąd stwierdził (streszczam, ale całość nagrałem na magnetofon), że wszystko jest w porządku, wolność gospodarcza góruje nad wolnością słowa, a jeśli "Rzeczpospolita" nie chce panu drukować płatnego ogłoszenia, to nie musi, i przecież może pan sobie zamieścić je gdzie indziej (poruszenie na sali), bo w Polsce nie ma cenzury i jest pełen pluralizm mediów (wesołość na sali).
Wyglądało to tak, jakby sąd w ogóle nie czytał akt sprawy. A to chyba niemożliwe, zwłaszcza że nie chodzi o jakchś początkujących sędziów grodzkiego trybunału w małej mieścinie, lecz o sąd poniekąd najpoważniejszy w Polsce (zaraz po Sądzie Najwyższym), czyli warszawski Sąd Apelacyjny, który z definicji składa się z samych doświadczonych i wybitnych jurystów, a tym razem rozstrzygał w składzie: Zofia Markowska, Krzysztof Tucharz i Agata Wolkenberg. Wydawało mi się, że śnię, ale w ławach dla publiczności siedziało siedemnaścioro osób i mogą one potwierdzić, że właśnie tak brzmiał tenor wyroku.
Rozprawę przyszły obserwować osoby nie tylko sławne (pan Tadeusz Sznuk), lecz również zasłużone dla wolności słowa (m.in. pani Zofia Romaszewska i pan Maciej Iłowiecki). Jednak ja jeszcze bardziej dziękuję za przybycie kilkunastu ludziom zupełnie nie znanym mi osobiście, z których część, jak się okazało, przyjechała z odległych miast! Proszę Państwa, Państwa obecność podczas rozprawy była niesłychanie krzepiąca - a teraz mam miłą świadomość, że w razie czego istnieją żywi świadkowie, iż powyższej relacji nie wyssałem z palca. Jeszcze raz bardzo serdecznie Państwu dziękuję!
Ponieważ nie składam broni (moją życiową dewizą jest dum spiro, spero), chciałbym teraz zadać Państwu parę pytań. Czy ktoś może zna bystrego czynnego adwokata, który zechciałby napisać tzw. kasację od wyroku? Skąd (podpowiedź) wziąć fundusze na honorarium dla takiego adwokata oraz na kasacyjną opłatę sądową? Jak duże są to kwoty? Czy sąd może zwolnić z tych opłat? Jaka jest procedura?
Wszelkie wieści (wskazówki, rady, pomysły) uprzejmie proszę przesyłać pod adresem
Trochę w pośpiechu, ale z respektem, wdzięcznością i dobrymi życzeniami :-)

  Stanisław Remuszko 

Warszawa, 7 lutego 2008

Odwiedzono 2476 razy